sobota, 29 grudnia 2012

Wielki TOI TOI czyli wieżowiec Millenium Plaza

Gdy się stoi w okolicy Placu Zawiszy, ciężko nie zauważyć odróżniającego się nieco od otoczenia 112-metrowego wieżowca Millenium Plaza. 



Raczej nie lubiany przez warszawiaków. Jego forma ma się nijak do otoczenia i zwie się go pieszczotliwie wielkim TOI TOIEM albo kabiną prysznicową.

Nazwa TOI TOI, co się okazuje, nawiązuje nie tylko do wyglądu budynku, ale też historii jego powstania.

Wieżowiec powstał w 1999 roku i najpierw zwał się Reform Plaza.Wykonany został przez turecką firmę budowlaną Reform, a szefem tej firmy był architekt Vahap Toy.

Można powiedzieć, że Toy.. miał rozmach. Przede wszystkim znany jest jego plan stworzenia ,,Las Vegas w Białej Podlaskiej". Projekt obejmował lotnisko, kasyna, centra handlowe w Białej i w innych miastach. W Warszawie właśnie na rozgrzewkę wybudowano Blue City i Reform Plaza. 

Co prawda nie bardzo wiadomo, skąd dokładnie Vahap czerpał środki na takie projekty, ale naprawdę miało być pięknie, szybko i gładko.

Projekt został poparty przez Leszka Millera i w ogóle.

Ale Vahap w roku 2003 nie dostaje przedłużenia wizy i musi wracać do Turcji.

Vahap wyjechał...
A Toy stoi...

-
http://wiezowce.waw.pl/millennium.php
http://pl.wikipedia.org/wiki/Vahap_Toy
http://info.wyborcza.pl/temat/wyborcza/vahap+toy


piątek, 28 grudnia 2012

Punktowiec przy Grójeckiej 19/25

Na Grójeckiej przy numerze 19/25, zaraz obok ochockiego ratusza, stoi bardzo ciekawy blok o wklęsłej fasadzie a rzucie w kształcie litery X. Bardzo się estetycznie prezentuje, muszę powiedzieć.



Postawiono go w latach 1962-1968 wg projektu Jana Zdanowicza i S. Jasińskiego.

Niektórzy kojarzą to miejsce głównie dlatego, że na dole mieści się Dekada, ale warto zapamiętać jeszcze jedną rzecz związaną z tym miejscem:

12 kwietnia 1982 z dachu tego budynku nadano pierwszą audycję radia Solidarność



czwartek, 27 grudnia 2012

pomnik Nauczycieli Tajnego Nauczania

Akcent nauczycielski... może dlatego, że sama trochę uczę. A może dlatego, że mama jest nauczycielem :)
Choć jak się pochwaliłam raz tym drugim, to usłyszałam: A nie wyglądasz.
Wrzut był to? Czy nie?



W parku Kazimierzowskim, zaraz naprzeciwko starego ILSu, znajduje się pomnik Nauczycieli Tajnego Nauczania.
Jest w formie rozłożonego zeszytu, a jego autorem jest Antonina Wysocka-Jonczak.

Tajne nauczanie w czasie wojny było organizowane przez Tajną Organizację Nauczycielską (TON), utworzoną w październiku 1939.

Grupy potajemnie nauczane zwano kompletami. Na poziomie szkoły średniej komplety organizowano całkowicie poza budynkami szkół, w prywatnych mieszkaniach. Komplet składał się z góra 6 osób.

Na szczeblu szkolnictwa wyższego w czasie wojny w ramach tajnego nauczania w Warszawie działały: Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Ziem Zachodnich, Politechnika Warszawska, Wolna Wszechnica Polska, Akademia Medyczna, SGH, SGGW, Polskie Konserwatorium Muzyczne oraz Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej.

 W latach 1939-1945 życie straciło 8,5 tys. polskich nauczycieli.

-
http://polishresistance-ak.org/15%20Artykul.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tajne_komplety

wtorek, 25 grudnia 2012

Julia Hauke - warszawska matka królów

Późniejsze życie Julii Hauke nie bardzo związane było z Warszawą, ale przysięgam, że królewska kariera (a raczej potomstwa) tej Warszawianki jest imponująca.


Julia Hauke

Z największych sław warto wymienić jej dwóch prawnuków - księcia Karola (następcy tronu angielskiego) i Jana Karola (ojca dzisiejszego króla Hiszpanii).

Julia Hauke urodziła się w 1825 roku w Warszawie, w Pałacu Prymasowskim.

Jej matka pochodziła ze znanej wtedy warszawskiej rodziny Lafontainów. Jej ojciec, Maurycy Hauke był synem przybyłego do Warszawy Fryderyka Hauke, pełniącego funkcję wysoko postawionego urzędnika, a następnie nauczyciela w Liceum Warszawskim (podobno kolegował się z Mikołajem Chopinem, jego grób znajduje się zresztą na Powązkach dokładnie naprzeciwko Chopinów).

Warto wspomnieć o Maurycym Hauke, ojcu Julii, szerzej, bo jeśli szukać pamiątki po Julii to właśnie miejsca, gdzie pochowany jest Maurycy Hauke z żoną Zofią.


Maurycy Hauke

Maurycy Hauke najpierw był bohaterem. Walczył w legionach Dąbrowskiego, uczestniczył w obronie Zamościa w 1809, dostał nawet osobiście medal od Napoleona. Ale gdy tylko dostał propozycję węższej współpracy z zaborcą, nie miał nic przeciwko. Wszak Polakiem, jakby nie patrzeć, nie był. Zbratał się z wielkim Księciem Konstantym i został ministrem wojny. Zamieszkał w Pałacu Prymasowskim na Senatorskiej.

Zginął w Noc Listopadową, gdy pod Pałacem Namiestnikowskim natknął się na podchorążych podążających z Belwederu na Arsenał. Jego ciało leżało chwilę pod lewym lwem, po czym tej samej nocy pochowano go nieopodal w kościele kapucynów. Kilka dni później zmarła Zofia, jego żona i razem do dziś są pochowani u kapucynów, na jednej ze ścian prawej nawy można znaleźć upamiętniającą ten fakt tablicę.

Co prawda gdy ostatnio do Warszawy przybył angielski książę Karol z Kamilą, odwiedzili to miejsce, ale przez długi czas nie cieszyło się ono sympatią wśród Polaków. Generał Hauke został upamiętniony w jeszcze jednym jakże haniebnym miejscu. Jego nazwisko widniało na Pomniku Siedmiu Generałów na Placu Saskim (pomniku wystawionym na prośbę cara dla ludzi 'wiernym swojemu monarsze'). Biorąc pod uwagę fakt, że punktem honoru każdego szanującego się Polaka było, przechodząc obok pomnika, zawsze na niego splunąć (czyniła to również młodziutka Maria Skłodowska), można wywnioskować, że niezbyt bohatersko się o owych siedmiu pamiętało.

Maurycy Hauke działał po złej stronie mocy, fakt, ale bardzo porządnie spełniał swe obowiązki. Nie zapomniały o tym rosyjskie dwory po jego śmierciui postanowiły zająć się sierotami po nim, w tym własnie Julią Hauke. Powędrowała na dwór petersburski Marii - żony przyszłego cara, Aleksandra.

Tam poznała brata Marii, Aleksandra Heskiego. Raczej fajtłapowatego jegomościa, całe życie walczącego o wpływy u boku silniejszych od niego. Nie najgorzej mu to wychodziło, w końcu jego siostra wkrótce miała zostać carową.


Aleksander Heski

Julia i Aleksander Heski zakochali się w sobie i mimo że początkowo mieli problemy ze ślubem i zostało uznane za morganatyczne, w końcu zyskali sobie (nie bez problemów) właściwy szacunek na wszelkich ważnych dworach Europy i nawet tytuł książęcy Battenberg. Sami zamieszkali w Darmstadt (stamtąd pochodził Aleksander Heski).

Głównie wchodzili w koligacje z dworem angielskim, rosyjskim, pruskim i bułgarskim.

Czasami mieli problemy z opinią również z tego powodu, że w Polsce pozostała bliska rodzina Julii i niektórzy jej krewni aktywnie działali w ruchach niepodległościowych. Przede wszystkim Józef Hauke Bosak (Powstanie Styczniowe).

Mieli 5 dzieci.

Ale tych 2 najciekawszych umieściłam na wykresiku. Przede wszystkim warto zapamiętać, że wspomnieni na początku dzisiejszy król Hiszpanii, Juan Carlos i następca tronu angielskiego, książę Karol to potomkowie Julii Hauke.

  




-
Królewskie kariery warszawianek, Szenic Stanisław, Warszawa 1959
http://genealogia.grocholski.pl/gd/szablony/osoba.php?lang=&id=004565
http://pl.wikipedia.org/wiki/Julia_Hauke
http://bristol24.pl/ciekawostki/2176-polska-praprababka-ksiecia-karola

Skarb Wilanowa: Portret konny Stanisława Kostki Potockiego


Portret konny Stanisława Kostki Potockiego



Jest jeśli nie naj to na pewno jednym z najcenniejszych dzieł kolekcji Wilanowa. Jego twórcą był włoski malarz Jacques-Louis David.

Stanisław Kostka Potocki, założyciel pierwszego muzeum w Warszawie, wiele podróżował, a ze swych podróży przywoził wiele dzieł sztuki. Miał zaledwie 26 lat, kiedy przebywał w Rzymie. Tam zlecił temu znanemu malarzowi wykonanie portretu, który będzie ukazywał arystokratyczną pozycję i wielkie ambicje młodzieńca.

I rzeczywiście obraz nieco różni się od konwencji portretu Grand Tour (młodzi podróżnicy na tle starożytności). Wizerunek Stanisława Kostki Potockiego jest ukazany w tonie wizerunków monarszych.

Więc to żadne przelewki, jak widać.

Ciekawie też twórca obrazu postanowił uwiecznić swoje nazwisko. Na obroży psa.. ;]


-
http://www.wilanow-palac.pl/file/potocki/
W kręgu arcydzieł, zbiory sztuki w Polsce, Arkady, str. 175

niedziela, 23 grudnia 2012

Anna Orzelska, ukochana córka króla


Anna Orzelska. Dość znane jest to nazwisko. Chyba przede wszystkim kojarzone z Pałacem Błękitnym, w końcu najważniejsza przebudowa tego obiektu zdarzyła się w właśnie z okazji podarowania pałacu przez Augusta II swojej ukochanej córce: Annie Orzelskiej, a było to w roku 1726.

Jak wiadomo, ,,August II dbał o swoje naturalne dzieci jak o rodzone". Anna faktycznie była jego ulubioną córką i swego czasu spłynęło na nią milion łask, ale zanim do tego doszło August nie bardzo się nią interesował.

August II nigdy nie próżnował, miewał romanse właściwie wszędzie, gdzie postawił nogę (mówi się o legendarnej liczbie dwustu jego dzieci [tak naprawdę było ich dziewięcioro]), a że nogę w Warszawie postawił nie raz, również tutaj zostawił po sobie ślad. Owocem krótkiego romansu z córką winiarza z Nowomiejskiej była Anusia Katarzyna Duval (potem nadano jej nazwisko Orzelska). August II dowiedział się o narodzinach, gdy przebywał w Dreźnie u boku swojej oficjalnej metresy, hrabiny Cosel. Podobno miał pecha czytać list z nowiną właśnie przy niej i nie mógł opanować swoich emocji - Cosel nie dała sobie wmówić, że nic się nie stało i wykryła kłamstwa męża. Powiedziała, że wybaczy mu tylko, jeśli nigdy nie uzna córki, a najlepiej gdyby ją utopił.

August Anusi nie utopił, ale faktem jest, że przez wiele lat faktycznie zdał się zapomnieć o swojej córce.

Niewiele wiadomo o wczesnych latach życia Anny, najprawdopodobniej wychowano ją w jednej z niewielkich posiadłości na terenie Parku Ujazdowskiego. Odnalazł ją inny syn Augusta II - Fryderyk August Rutowski. Wprowadził ją w życie dworskie i otoczył opieką (ponoć również seksualną). Podczas jednej z uroczystości w Warszawie (1723), w której uczestniczył król, zostaje mu przedstawiona. Król jest pod wrażeniem urody dziewczyny. Niektóre źródła mówią, że Anna była chwilę metresą króla, a dopiero potem dowiedział się, że to jego córka. Ale większość źródeł mówi, że były to raczej plotki rozsiewane przez zazdrosne o urodę i wpływy damy dworu.

Gdy August II poznał prawdę, otoczył Annę opieką i jawnie ją faworyzował. Była zawsze najhonorowszym gościem na wszelkich balach i pokazach (a tych w czasach saskich nie było mało), nadano jej tytuł hrabiowski i iście polskie nazwisko i była co chwile obsypywana prezentami. Największym prezentem był właśnie Pałac Błękitny na Senatorskiej, wcześniej własność Potockich. Pałac został przebudowany na wspaniałą rezydencję, a pokryty został błękitnym dachem, stąd nazwa.





Anna Orzelska była bardzo przebojową i rozrywkową osobą. Ojciec bez wątpienia był jej ostoją i siłą, która sprawiła, że Anna w ogóle zaistniała, ale wykazywała się dużą samodzielnością. Uwielbiała polowania i często w ramach wygody, zakładała męskie ubrania. Potrafiła też sama urządzać bale (co niektórzy uważali za skandal). Dużo piła i w ogóle folgowała sobie.

Często podróżowała z ojcem. Pewnego razu przybyła do Drezna, gdzie składał akurat wizytę król pruski z 16-letnim następcą tronu, późniejszym Fryderykiem II. Niektóre źródło podają, że Anna na prośbę ojca wdała się w romans z małolatem, co miało być misją dyplomatyczną i zebraniem kilku informacji na wypadek wojny z Prusami. Inne źródła za to mówią, że Fryderyk zakochał się bez pamięci w Annie, ale August był tak zazdrosny o córkę, że podstawił mu pod nos jakąś tancerkę, żeby się od Anny odczepił. Co czuła Anna, nie wiadomo.

Miała za to wielu innych adoratorów. Kochał się w niej na zabój Jan Cetner, wojewoda smoleński. Nie był gorszą partią od człowieka, którego wybrała na męża, a i tak nie kochała - Karola Ludwika, księcia Schleswig-Holstein-Sonderborg-Beck. Co więcej w dniu ślubu musiała się wyrzec całego swojego majątku w Polsce, w tym Pałacu Błękitnego. Wtedy Pałac powędrował w ręce Sieniawskiej w zamian za dożywotnią dzierżawę Wilanowa dla Augusta II. Był to z pewnością najgorszy interes ubity przez Augusta II, bo bawił (zresztą razem z państwem Holszyńskimi) w Wilanowie tylko 3 lata. Przez te 3 lata jednak odbyło się tam tyle szaleńczych imprez, że Sobieski z pewnością nie raz obrócił się w grobie.

Małżeństwo Anny i Holszyńskiego nie było udane. Zamieszkali w ówczesnym Pałacu Królewskim (czyli Saskim). Osobne komnaty nie były niczym nadzwyczajnym w tamtych czasach, ale znani byli też z tego, że podróżując, Anna jechała na początku orszaku, a Karol Ludwik na jego końcu. Zaraz po śmierci Augusta II, Anna Orzelska rozwiodła się z mężem.



Ostatnią ciekawą kwestią jest to, jak na Annę wpłynęła śmierć ojca. August II zmarł w 1733. Spisał bardzo hojny dla swoich dzieci testament. Anna została nieco oszukana przez Augusta III, a raczej jego ukochanego ministra Aleksandra Sułkowskiego, który zażądał klejnotów Anny, uznając je za własność królewską. Anna nie protestowała. Mówiła wszak, że wraz ze śmiercią ojca straciła to, co było najcenniejsze w jej życiu. Po jakimś czasie okazało się, że klejnoty wdziewa czasem pani Sułkowska. Ale Anny już dawno nie było wtedy w Polsce.

Wyjechała do Wenecji, następnie do Paryża, zmarła najprawdopodobniej w Awinionie lub w Grenoble. Nie wiem zbyt wiele o tym okresie, ale raczej się czyta, że zajmowała się tam tworzeniem skandali i romansami.

Wizerunki Anny Orzelskiej w okolicy można zobaczyć w Pałacu w Nieborowie:



I w Pałacu na Wyspie w Sali Portretowej

Anna Orzelska

-
źródła:
- http://swiadectwo1.republika.pl/orzelska.html
- http://www.wilanow-palac.pl/orzelska_anna_katarzyna.html
- http://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Orzelska
- Królewskie kariery Waszawianek, Szenic Stanisław, Warszawa 1959

środa, 19 grudnia 2012

SKPT Warszawa zaprasza na prelekcję Amalii Szałachowskiej: ,,Literacka Warszawa"

SKPT Warszawa zaprasza na prelekcję Amalii Szałachowskiej: ,,Literacka Warszawa" 



Życie literackie w Warszawie to zjawisko trudne do usystematyzowania, wielowarstwowe i niejednoznaczne. Nie tak oczywiste jak literackie życie Krakowa, a jednak równie żywe i kolorowe.
 Godzinna prelekcja to zdecydowanie za mało na choćby pobieżne omówienie tego niezwykle obszernego tematu, dlatego zapraszam do udziału w niedługiej podróży po jednej z wielu płaszczyzn literackiego życia Warszawy. Po jakiej? Dowiecie się w czwartek... Nie będzie to jednak antologia poezji warszawskiej, ani szczegółowa charakterystyka grup literackich, tylko krótka opowieść o pełnym sprzeczności i niezwykle intensywnym życiu, które toczyło się w oparach papierosowego dymu i wśród gwaru rozmów.

miejsce: w Klubie Podróżnik, ul. Felińskiego 37 
data: 20 grudnia 2012, czwartek
godzina: 19:00

więcej: http://skpt.om.pttk.pl/?p=1198

wtorek, 18 grudnia 2012

Fotoplastikon

Pamiętam, że słowo ,,fotoplastikon" pierwszy raz usłyszałam, oglądając Titanica. Pada tam takie zdanie:

Widziałem to w fotoplastikonie i zawsze chciałem tak zrobić...

I co prawda wytłumaczył mi ktoś, mama czy tam tata, co to ten fotoplastikon, ale żeby zobaczyć o co chodzi jeszcze kilka lat musiałam poczekać, a mianowicie do czasu przyjazdu do Warszawy.



Bo nie jest łatwo dziś już fotoplastikon spotkać.

W Warszawie namiastka fotoplastikonu jest na przykład w Muzeum Powstania Warszawskiego. Właściwa machineria jest też w Muzeum Techniki w jednej z sal.

Lecz jedyny (i podobno ostatni na świecie) fotoplastikon z prawdziwego zdarzenia znajduje się w kamienicy na Alejach Jerozolimskich 51. Działa prawie nieprzerwanie od 100 lat i z pewnością jest jednym z tych niewielu miejsc, gdzie można poznać smak przedwojennej Warszawy.

Fotoplastikon zmienia co jakiś czas ekspozycje.

Wszystkiego można dowiedzieć się na blogu tej wspaniałej instytucji: http://fotoplastikonwarszawski.blogspot.com/ 

---
Źródła:
http://fotoplastikonwarszawski.blogspot.com/
http://www.fotoplastikon.stereos.com.pl/fotoplastikon/index-pl.html
http://www.warsawtour.pl/zabytki-i-inne-atrakcje/fotoplastikon-1928.html