niedziela, 25 marca 2012

Stypendyści Stanisława Augusta

Stanisław August wydał za swojej kadencji niemałą fortunę na stypendystów.

Niektórzy z nich bywali strzałem w dziesiątkę, inni w jedynkę. Często Stanisław August wypratrywał talentów osobiście, dosłownie stojąc nad pędzlem.

Wysyłani na uczelnie zagranicze do Włoch albo Francji, kształcili się głównie w różnych dziedzinach sztuki.

Nosa miał król co do Kamsetzera. Wielce przyczynił się ten człowiek do rozwoju warszawskiej architektury.



Ale cwany był sam Kamsetzer, który za pieniądze króla zwiedził pół świata i możnaby rzec, że korzystał w pełni z wyjazdów zagranicznych. Co jakiś czas wysyłał tylko próbki prac królowi i wzruszające listy wyrażające pełnię spełnienia młodzieńca.

Bywały też historyjki stypendystów nieudane. Na przykład malarz Alesander Kucharski, wysłany na stypendium do Paryża już w 1764, tak został urzeczony Paryżem, że postanowił pozostawić tam swoje serce i siebie. Król raczył urazić się nawet, bo wielki był talent chłopaka, gniew został jednak poskromiony przez guru mecenatu i savoir-vivru króla, panią Geoffrin, która również chciała Kucharskiego zachować dla siebie.

Kilku jeszcze było takich, co króla wykiwało.

Ciekawie też było z Kościuszką. Jak wiemy, był wychowankiem Szkoły Rycerskiej. Król czasem zjeżdżał tam, żeby doglądać egzamina, rozdać nagrody, wyróżnienia, takie takie.. ale też żeby złowić talenty artystyczne. Niech nie marnują się wszak w szkole wojskowej. Tak wyczaił Tadeusza Kościuszkę i Józefa Orłowskiego. Wnet wysłał ich do Paryża, żeby oddali się sztuce malarskiej. Prędko jednak pojęli, że mijają się z powołaniem i wrócili służyć ojczyźnie.

Ha! Się nam picło.

Kitowicz o Stasiu

Niezbyt pochlebnie Kitowicz raczył się o królu Stanisławie wyrażać.
Ale zabawowo, co cenię i przytaczam:

„Pod pozorem wydoskonalenia sztuki malarskiej założył (Bacciarelli) muzeum malarskie, do którego schodzili się malarze przedniejsi warszawscy, a między nich na stół wchodziła płatna niewiasta, rozbierała się do naga i układała się w różne figury, jak jej kazano, w których ją malarze malowali. Król zaś jegomość, siedząc w loży między malarzami, przypatrywał się z gustem oryginałowi do kopiowania wystawionemu; czasem nawet, sprowadziwszy do pokoju sypialnego, sztychował go dłutem przyrodzonym”.


Fiu fiu..

poniedziałek, 12 marca 2012

Stolica i Sławik raz jeszcze

Tak jeszcze a propos mojego wczorajszego posta o Henryku Sławiku (patrz tutaj).

Ale niewiele.

Ze stolicy styczniowo-lutowej:

Z wywiadu:


Bardzo ładnie. Nie od dziś odznaczam się wyjątkową nicią porozumienia ze Stolicą.

niedziela, 11 marca 2012

Wykład o Tarchominie - 15 marca 2012!

Studenckie Koło Przewodników Turystycznych w Warszawie zaprasza na wykład!



Azja północno-wschodnia, czyli Tarchomin …






Prelekcję o Tarchominie wygłosi przewodnik miejski po Warszawie, Tomasz Dygała.

15 marca 2012 (czwartek)
godzina 18:00

Miejsce: Klub "Radio Roxy Z Miasta"
(sala na I piętrze) ul. Chmielna 9A

WSTĘP WOLNY!

O innych naszych imprezach czytaj na stronie: SKPT Warszawa

Henryk Sławik upamiętniony w Warszawie!

A jednak istnieje!

Kilka razy, w napływie lokalno-patriotycznych uczuć, nachodziło mnie, żeby uparcie odnaleźć jakąkolwiek formę upamiętnienia Hanryka Sławika w Warszawie.

Odnalazłam.

Aczkolwiek na dalekiej krainie warszawskiej - Białołęce.


PASAŻ HENRYKA SŁAWIKA


View Larger Map


Nazwę właściwie nadano już w 1996, ale nie było mi to wcale wiadome.

Henryk Sławik, do niedawna zapomniany bohater. Jakże niesprawiedliwie!

A przecież mówi się o nim obok Ireny Sendlerowej i Oskara Schindlera.

Tak po krótce, Sławik, działając na Węgrzech w czasie II Wojny Światowej wystawił dokumenty wyjazdowe dla około 5 tys. polskich Żydów.

5 tysięcy!


Został aresztowany w 1944 po wkroczeniu Niemców na Węgry. Podobno przed śmiercią przez rozstrzelanie zdążył krzyknąć: ,,Jeszcze Polska!"

Za ratowanie Żydów z narażeniem własnego życia w 1990 r. Sławik został pośmiertnie uhonorowany tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata przez izraelski Instytut Yad Vashem.


Mówić o nim pragnę i o lokalnym patriotyzmie na początek napomkłam, bo ten wspaniały człowiek przyszedł na świat we wsi Szeroka (dziś dzielnica Jastrzębia-Zdroju), którą też za swoją uważam.

Szkoła, do której chodziłam, czyli Gimnazjum nr 3 w Jastrzębiu Zdroju, od roku 2004 nosi imię Henryka Sławika. Wielka feta była na nadaniu, nawet wnuczka Sławika, Jadwiga Kutermak-Wieczorek, się zjawiła.




Duma rozpiera. Warszawo, wiedz i pamiętaj!