środa, 22 czerwca 2011

„Twoje miasto – Twoje spojrzenie”

Czołem!

Totalnie, ale to TOTALNIE, abstrahując od tematu studiów, na temat których nie rozmawiam do września, conajmniej 2 września, okazuje się, że człowiek czasem wpadnie przypadkiem na namiastkę sukcesu.

Bo przecież fortuna kołem się toczy, a to że na polu do popisu wyrósł mi tylko chwast nie liczy się i przecież za kilka lat będziemy się z tego śmiać.

Nie wolno patrzeć tylko na siebie. Możliwe, że 19 kwietnia ktoś zdał egzamin przewodnicki i myślał, że nic juz nigdy nie popsuje mu humoru, ale za to ścięto wtedy pewnego św. Ekspedyta. Natomiast 20 czerwca.. no dobrze, ktoś mógł się dowiedzieć, że jeden egzamin zaważył na jego tytule naukowym i degradacji społecznej, conajmniej w stosunku do swoich 15-u najlepszych kamratów, ale za to przyszedł na świat wtedy Zygmunt III Waza. A nie, to i tak słabo.

Ale ochrzczono też Karola Wojtyłę, nie wiem, czy znacie.

Nie oceniaj więc dnia - rzekł mędrzec.

Ja na to: dobrze

Lecz...

Zapłakana nieco zatem poszłam na rozdanie nagród w konkursie fotograficznym. Odkrywanie coraz to nowszych gadżetów z cyklu "Zakochaj się w Warszawie" w torbie podarowanej mi przez Hannę Gronkiewicz Waltz skutecznie odrywało moja uwagę od września, który miał się nie zdarzyć, a zdarzy się i nie ma innej opcji, jak takiej dla września aby mógł, a raczej musiał, wręcz powinien się zdarzyć.

Mawiają, że WSZYSTKIE WRZEŚNIAKI TO FAJNE CHŁOPAKI, lecz.. cóż Gwieździe po fajności, kiedy to fajność ma darowaną bezapelacyjnie odgórnie i oddolnie, odwschodnie i odzachodnie.


ALE! Niech raduje się człowiek i tak, bo chociaż to wyróżnienie dostał.

W konkursie zresztą o zacnej nazwie "Twoje miasto - Twoje spojrzenie", którego tematyka była tak szeroka, że nie dało sie domyślić, co właściwie ma ująć to zdjęcie.

Nie wygrałam, dziwię się bardzo, młodzian jakiś to uczynił, ale nie o nim. Moje zdjęcie, wcale przednie, nadarzyło się w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Miało być o młodzieży i tym, co robi, tak to kumam, no to dalij fotkę, jak to koleżanka, Ola zresztą, zafascynowana jest mapą w muzeum PW. Ukłony jej zresztą za to po pas, że się tak z przejęciem spojrzała w ten obiektyw mój przez lupę, ale Ola generalnie nie rzadko bywa zafascynowana.

Tak oto zwyciężyłam. Ale nie tam, gdzie trzeba [jast-zdr. czeba].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz