poniedziałek, 27 czerwca 2011

Teatr w Starej Pomarańczarni

Stara Pomarańczarnia

Stoi w Łazienkach od końca XVIII wieku. Dominik Merlini, klasycyzm jak się patrzy.

Po jednej stronie pomarańcze i Galeria Rzeźby

A po drugiej.. Teatr, śmiem rzec, niebylejaki. Mówi się nań też Stanisławowski. Warto iść, ot przygoda!

Cudo, drewniany teatr dworski, przetrwało w niezmienionym prawie stanie do naszych czasów. Dworski, znaczy tylko na potrzeby dworu i jaśnie króla SAP.

ALE! Nie do końca. Raz, gdy teatr na Placu Krasińskich miał już się rozpaść, Wojciech Bogusławski, uniżenie, w te pędy do króla, co by udostępnić cokolwiek na Teatr Narodowy, bo żeby Teatr miał Naród, to Naród musi mieć Teatr. I tak, od czerwca do września 1791 Sala w Pomarańczarni pełniła funkcje Teatru Narodowego, i to za darmochę.

Potem, to wiadomo, Prusi, Rusi i zupa a nie teatr. Przynajmniej tylko tyle, że Teatr nie dowiedział się wiele o koszmarach wojen, jedynie co zdziwił się nieco, że "dawno nikt tu nie zaglądał".

W 1948 rozpoczęto prace konserwatorskie.

Dziś podobno niewiele się tam dzieje, bo zagrożenie pożarowe na to nie pozwala. Nawet moja wycieczka wielkich especjalistów w dziedzinie mogła popatrzeć tylko z balkoniku z przestrzeżeniem, że jakby ktoś kichnął, to wnet się pożar mógł wzniecić.

A popatrzeć jest na co.

Plafon z Apollem na kwadrydze. Dzieło malarza Jana Bogumiła Plerscha. On to, zresztą, wiele swego czasu.

No i, gwóźdź programu, 9 iluzionistycznych lóż teatralnych z publicznością w strojach francuskich i polskich.

Gwóźdź tym bardziej gwoździsty, bo nie wiadomo do końca, kto te cuda stworzył. Całe życie istniała plota, że to Plersch znów. Ale się mówiło też, że główną rolę odegrał tu jego jakiś pomocnik, że może Antoni Smuglewicz.. albo Antoni Gerżabek.

Najnowsza plota jest taka, że to niejaki Antoni Dąbrowski. Niepozorny chyba, bo nawet go nie ma oddzielnie na Wikipedii, co ja uważam za wystarczający dowód na to, że w ogóle nie istniał. Ale coś w tym jest chyba, bo uważa tak i Wikipedia i prof. Tatarkiewicz. Wg Wikipedii znów, a tej nie wolno lekceważyć, jeśli to on stworzył loże z publicznością, można uznać go za jednego z najlepszych, a może nawet najlepszego malarza epoki stanisławowskiej.

¡Y punto en boca!

Urodziłam się w Warszawie



Prawdę godo!! Potwierdzam!

(mural na Lipowej)

Guía de Varsovia, Warsaw tour guide, przewodnik po Warszawie


Viajar a Varsovia
guía de Varsovia en español
Si te gustaría contratar mi servicio,
aquí está mi contacto:
Martyna Mucha
e-mail: info@viajaravarsovia.pl
tf: 0048 505 150 412



Ver mi oferta turistica abajo:
Dziś trochę śmieci, ale rynek mnie zmusza do tego.
I google, które jest całkiem pomocne w życiu, ale tylko dla biernych słuchaczy.
W ramach reklamy i marketingu (ale tylko raz, przysięgam)

Przewodnik po Warszawie
Warsaw tour guide
Guía de Varsovia

Zapraszam na stronę:
mi oferta turistica:
http://przewodnik.naszamucha.waw.pl
Contratación de Guía turística local de Varsovia
Varsovia Guía de Viaje
guía de turismo

czwartek, 23 czerwca 2011

Tylman z Gameren

Zwany różnie - Thylmanem, Tylmanem von Gameren.. przez niektórych wykwalifikowanych przewodników, zasługujących oczywiście na tytuł przewodnika, Tylmanem z Gargamelen.

Jest.. (może nie powiem największym warszawskim architektem, bo zawsze znajdzie się polemiarz do polemizacji, że przecież większy jest ___ BO ____, wszak co do NAJności w Warszawie można mieć pewność tylko do tego, że NAJ to Pałac Kultury, a co, to każdy już sobie sam tam może w kącie wymyślić) ... jednym z największych architektów warszawskich.

Gargamelen, znane miasto w Holandii, (UWAGA) nie jest w Polsce.

Ale nie dziwne, albo chociaż nie karygodne to, abo ci najwięksi to zwyczajowo (się okazuje) tylko z zagranicy. No smutne, smutne, ale nie ma co wybrzydzać. Co prawda jestem przekonana, że obcokrajowcy nie mają osobowości i są maszynami do mówienia w obcym języku, ale ksenofobem nie jestem. Tylman jest okej. Gargamelen też.

Tylman Tylman.. on to barok. Ale ten późniejszy. Taki klasycyzujący, się mówi w kręgach mądrych, czyli moich. Tak to wygląda:

Pałac Krasińskich

Delikatny, znaczy, taki barok, nie taki fziu bździu, fiku miku na patyku i w ogóle szał jak wizytki na ten przykład. Poukładany bardziej.. przemyślany..

Postawił tego trochę jeszcze

Kościół Sakramentek na Nowym Mieście


Zamek Ostrogskich


Pałac Czapskich

Wszystkie te budowle są bardzo charakterystyczne. Stworzył własny charakterystyczny wzór rezydencji, później powielany przez innych architektów.

Dodam też, a pamiętam to z wykładów z architektury (a dobre to było, więc pamiętam, bo często nie pamiętam, jak jest słabe = to nie było słabe, więc pamiętam), że Tylman okazuje się być superważny dla historii architektury w Warszawie nie tylko za sprawą stylu i dobrej roboty, ale też dlatego, że był "pierwszym architektem". Pierwszym architektem w ten sposób, w jaki dzisiaj rozumiemy słowo architekt. Znaczy: bierze kalkulator (albo liczydło z marmuru), ołówek i linijkę, myśli chwile, bęc! Dobra, Sakramentki mamy, kto dalej? Krasiński.. rezydencja.. ołówek, liczydło, linijka.. jest! Kto następny? dobra, Marywil, jest!

Tylman mógł pracować, nie wychylając się w ogóle ze swojej komnaty u Lubomirskiego, czy innego Wiśniowieckiego. A wcześniej, to nooo .. kask, wiertarka i na budowę ze szkicem jeno w ręku, a jak zamoknie, to jutro się zrobi nowy.

Za Tylmana dopiero wykształcił się podział ról taki, że architekt projekt za projektem, a kamieniarz czy murarz czy inna chińska firma deweloperska swoje, a mnie to już no importa. Dlatego Tylman jest tak ważny i tak sławny, bo jako pierwszy dużo zdążył tego narodzić.

Polubił zresztą chłopak ten prestiż, zadomowił się, znobilitowano go nawet, a i nie głupie posady zajmował w życiu.

Holendra sprowadził na zaproszenie hetmana polnego koronnego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego jego syn Stanisław Herakliusz. Sprowadził go jako inżyniera, specjalistę od fortyfikacji. Tylman przybywa do Polski w 1661 roku, w 1672 Michał Korybut Wiśniowiecki mianuje go nadwornym architektem, w 1676 Jan III Sobieski podczas swojej koronacji pasuje go na kawalera Złotej Ostrogi, tym samym nobilitując, w 1685 dekret sejmowy potwierdza jego szlachectwo. Ożeniony ze szlachcianką Anną z Komorowa, Tylman zmarł w 1706 roku, zamożny i szanowany (http://www.sztuka-architektury.pl/index.php?ID_PAGE=612).

Tylman zmarł w Warszawie w 1706 roku i został pochowany w dość zaszczytnym miejscu, w Kaplicy Moskiewskiej przy kościele pw. Matki Boskiej Zwycięskiej o.o. dominikanów obserwantów (nieistniejącej dziś, a stoi tam Pałac Staszica).

Jak tu nie lubić Tylmanka?

środa, 22 czerwca 2011

Co to właściwie to Agrykola?

Własnie, całe życie się zastanawiałam, ignorant jeden.

Ulica, no piękna, rowerem w dół i już człowiek weselszy, a świat wydaje sie inny.

Sobieski niczego sobie przecież też

Ale o nim kiedy indziej. Możliwe, że nigdy.

Latarnie gazowe też są. To się rzadko zdarza. Oczywiście Marian je na pewno zapala i gasi.

Do rzeczy. To co to jest ta Agrykola?

„Twoje miasto – Twoje spojrzenie”

Czołem!

Totalnie, ale to TOTALNIE, abstrahując od tematu studiów, na temat których nie rozmawiam do września, conajmniej 2 września, okazuje się, że człowiek czasem wpadnie przypadkiem na namiastkę sukcesu.

Bo przecież fortuna kołem się toczy, a to że na polu do popisu wyrósł mi tylko chwast nie liczy się i przecież za kilka lat będziemy się z tego śmiać.

Nie wolno patrzeć tylko na siebie. Możliwe, że 19 kwietnia ktoś zdał egzamin przewodnicki i myślał, że nic juz nigdy nie popsuje mu humoru, ale za to ścięto wtedy pewnego św. Ekspedyta. Natomiast 20 czerwca.. no dobrze, ktoś mógł się dowiedzieć, że jeden egzamin zaważył na jego tytule naukowym i degradacji społecznej, conajmniej w stosunku do swoich 15-u najlepszych kamratów, ale za to przyszedł na świat wtedy Zygmunt III Waza. A nie, to i tak słabo.

Ale ochrzczono też Karola Wojtyłę, nie wiem, czy znacie.

Nie oceniaj więc dnia - rzekł mędrzec.

Ja na to: dobrze

Lecz...

Zapłakana nieco zatem poszłam na rozdanie nagród w konkursie fotograficznym. Odkrywanie coraz to nowszych gadżetów z cyklu "Zakochaj się w Warszawie" w torbie podarowanej mi przez Hannę Gronkiewicz Waltz skutecznie odrywało moja uwagę od września, który miał się nie zdarzyć, a zdarzy się i nie ma innej opcji, jak takiej dla września aby mógł, a raczej musiał, wręcz powinien się zdarzyć.

Mawiają, że WSZYSTKIE WRZEŚNIAKI TO FAJNE CHŁOPAKI, lecz.. cóż Gwieździe po fajności, kiedy to fajność ma darowaną bezapelacyjnie odgórnie i oddolnie, odwschodnie i odzachodnie.


ALE! Niech raduje się człowiek i tak, bo chociaż to wyróżnienie dostał.

W konkursie zresztą o zacnej nazwie "Twoje miasto - Twoje spojrzenie", którego tematyka była tak szeroka, że nie dało sie domyślić, co właściwie ma ująć to zdjęcie.

Nie wygrałam, dziwię się bardzo, młodzian jakiś to uczynił, ale nie o nim. Moje zdjęcie, wcale przednie, nadarzyło się w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Miało być o młodzieży i tym, co robi, tak to kumam, no to dalij fotkę, jak to koleżanka, Ola zresztą, zafascynowana jest mapą w muzeum PW. Ukłony jej zresztą za to po pas, że się tak z przejęciem spojrzała w ten obiektyw mój przez lupę, ale Ola generalnie nie rzadko bywa zafascynowana.

Tak oto zwyciężyłam. Ale nie tam, gdzie trzeba [jast-zdr. czeba].

czwartek, 16 czerwca 2011

Są takie ulice...

No właśnie, są takie.

Takie, że się wyjść z nich nie chce.

Dawne podmiejskie uliczki, na których wojna nie miała miejsca.


ULICA ŁĄKOCIŃSKA na Bródnie

Zabudowa ulicy, głównie z II połowy lat 30. XX wieku, nie uległa większym zniszczeniom podczas II wojny światowej. Budowa osiedla Bródno nie wpłynęła w żadnym stopniu na zabudowę ulicy Łąkocińskiej, w związku z czym zachowała ona do dzisiaj charakter przedmiejskiej uliczki Bródna z częściowo zachowanym dawnym brukiem z kamienia polnego.


ULICA PŁATNICZA na Bielanach

i Marian zapalający lampę gazową- bezcenne.

Przy ulicy znajdują się niskie budynki, zbudowane w stylu dworkowym, pochodzące z końca lat 20. XX wieku. Część z nich zaprojektował Janusz Dzierżawski.

A skon tu latarnie gazowe? Ano z przeniesienia ich z okolic centrum w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy elektronizowano?.. elektryfikowano? .. miasto. ;]

niedziela, 5 czerwca 2011

O warszawskich nazwach własnych i ich tłumaczeniu

Zostawiam ku uciesze na boku temat, czemu to stało się tak, że praca licencjacka suks. Wcześniej nie suckała, a teraz masz ci los, sucks.

Cały świat zwariował na ostatek, dobrze, że ja pozostanę w tej całej zawierusze ocalała jako człowiek normalny i fajny.

A temat jest ciekawy. Różnie dziwy można znaleźć w przewodnikach po Warszawie po hiszpańsku.


na przykład:

  • Bar mleczny – El bar de comidas lácteas

śmiech na sali

  • Dom bez Kantów – El edificio Dom bez Kantów + explicación: “Se dice que la pureza de sus lineas refleja la honradez de sus promotores.”

tu też przykozaczył ktoś: "Budynek Dom bez Kantów, mówi się, że gładkość jego rysów odzwierciedla uczciwość jego twórców"

  • Działka – Una pequeña casa de campo

pff.. mały domek na wsi?

  • Walenty Żebrowski – Walenty Żebrouski

o tym jak Żebrowski stał się Żebrouskim

  • Branicki – Branacki

a Branicki Branackim


Także.. takie tam rozrywki. Jest jazda (żadna).