niedziela, 29 maja 2011

Jestem już blacharą


Wczoraj zostałam zblachowana.

Przewodnik bez blachy jest jak uczeń bez karabinu.

No pięknie! PIĘKNIE!

Pięknie to wygląda na moim równie pięknym identyfikatorze!

A nie było łatwo. Musiałam odnaleźć syrenkę. Na szczęście tubylcy mi pomogli. Dobrze, że miałam na szyi identyfikator, poczuli, że nie mają do czynienia z byle kim i w popłochu udzielili mi rady, że "Syrenka, proszę pani, to na Starówce".

Nie wolno spocząć na laurach, nawet wschodząca gwiazda polskiego przewodnictwa codziennie uczy się czegoś nowego.


A blacha jest blachą SKPT, czyli Studenckiego Koła Przewodników Turystycznych przy Oddziale Międzyuczelnianym PTTK w Warszawie

Celem koła powstałego w 2008 jest (cytuję ze strony) 'umożliwianie rozwoju i doskonalenia umiejętności przewodnickich naszym członkom jak też popularyzacja turystyki i krajoznawstwa poprzez organizację i prowadzenie otwartych imprez – zarówno wycieczek jak i prelekcji.'

---

A na blaszce Panna z Jednorożcem na cześć wcale okrągłej rocznicy nadania przywileju lokacyjnego Nowej Warszawie, a był to rok 1408 (herbem Nowego Miasta jest właśnie panna z jednorożcem).

poniedziałek, 16 maja 2011

Sklepienie gwiaździste

Dzisiaj krótko

i z humorem (ale tylko środowiskowym)

Proszę państwa:


SKLEPIENIE GWIAŹDZISTE

u czubków, czyli w kościele pw. św. Jana Bożego


- Wyborne, nie?

- no, w życiu się tak nie uśmiałam

- ja też- odpowiada blog

czwartek, 12 maja 2011

Janusz Korczak

Z perypetii, pracka licencjacka się pisze. Bogu dzięki i dniu, w którym zaczęłam się uczyć hiszpańskiego i dniu, w którym poszłam na kurs przewodnicki, bo nigdy nie domyślałabym się nawet ni segundy, że dojrzę temat, który mógłby mnie zainteresować. Ale przyznam bez bicia, że to Ola Pjukos mnie olśniła, że mogę pisać o tłumaczeniu przewodników warszawskich. Ja do tego poziomu twórczości nie dojechałam jeszcze. Mam tylko Zefira, wszak, z którym jest problem przez bramkę w metrze przejść, całe szczęście, że mam masę ziomków na mieście i Zefira przeniosą.

Zapiłam nieco do studiów, bo (wcale nie dlatego, ze chcę się pochwalić tematem pracy) to na studiach, a nie na kursie dowiedziałam się (co rzadko zdarzało w przypadku czegokolwiek), na czym polegał Janusz Korczak. A było to zasługą jednego z najpyszniejszych wykładów ILSu, pedagogiki. Pomyślałam nawet przez sekundę, że lubię dzieci, dzięki tej kobicie, co wykładała joń. Tak pięknie mówiła, że zakochałam się we wszystkim, o czym mówiła, w tym w Korczaku.

JANUSZ KORCZAK

Nie bez kozery o nim, Warszawa w jego życiorysie odgrywa ważną rolę, ale zanim do tego.. Janusz Korczak Januszem Korczakiem wpierwej nie był, taki obrał pseudonim artystyczny. Zwał się Henrykiem Goldszmitem. Życie jego było podyktowane wykształceniem medycznym, miłością do dzieci i pochodzeniem żydowskim, a i też pochodzeniem z bogatej rodziny bogatego prawnika, bo wszyscy prawnicy są bogaci.

Szczęśliwie miał okazję żyć w okresie, kiedy nie interesowano się zdrowiem i stanem psychicznym dzieci (a już szczególnie żydowskich), tzn. miał się czym popisać w tym całym bałaganie ze swoim awangardowym myśleniem. Niewątpliwie, zmienił ułamek świata.

Ale niesczęśliwie miał okazję żyć w czasie wojny, los nie miał litości, Korczak został zagazowany w Treblince. Krąży historia taka, że nie musiał ginąć, nie chciał jednak porzucić swoich wychowanków, których nazywał po prostu "swoimi dziećmi".

Zanim do tego doszło, zdążył popełnić wiele czynów na rzecz dzieci, a na jego miłosierną postawę niemało wpłynął jego życiorys, który jest niezwykle interesujący.

Przyznał się w późniejszych latach, że dzieciństwo było jego najgorszym okresem w życiu. Był takim typowym "dzieckiem salonu", a w domu mógł liczyć tylko na chłód i niezrozumienie. Ojciec Korczaka (Józef Goldszmidt, pochowany zresztą na cmentarzu żydowskim na Okopowej) był bogaty (brawo), ale miłości ojcowskiej okazywał zero. W dodatku był chory psychicznie i zmarł, gdy Korczak miał 17 lat. Korczak wiedząc, że to choroba genetyczna, sam nie chciał mieć nigdy dzieci.

Z ciekawostek, studia medyczne rozpoczął bynajmniej nie z zamiłowania, tylko dla kasy. W ten sposób miał szansę na stypendium, a po śmierci ojca to cienko, cienko.

No ale dalej, z dzieł jego: KORCZAKOWSKI DOM SIEROT (1912-1942, Krochmalna (Jaktorowska)/ Chłodna/ Sienna; Obecnie w budynku na Jaktorowskiej znajduje się Państwowy Dom Dziecka im. Janusza Korczaka). To tam Korczak najwięcej poczynił. W tym miejscu na wykładzie zapisałam 3 strony A4 o tym, jakie to metody pedagogiczne stosował Korczak. Są bardzo ciekawe, ale no nie mogę, no nie mogę trzech stron tu, jak Boga kocham.

Trochę tylko zapodam. Dla Korczaka było bardzo ważne POZNAĆ dziecko. Jego psychikę, emocję i organizm. Wprowadził cotygodniowe (piątek) badanie zdrowia. Bardzo ważne było dla niego poszanowanie PRAW DZIECKA, a najważniejszym prawem dziecka jest (uwaga) prawo do śmierci.

Prawo do śmierci?

No tak, brzmi to dziwnie, ale sieroty, żydowskie to już w ogóle, mogły tylko pomarzyć o tym, żeby ktoś choćby zebrał ich ciało z ulicy, gdy padną z głodu.

Korczak nigdy nie miał ustalonego planu co do traktowania dzieci. Zrozumiał, jako pierwszy świata, że każde dziecko jest inne i trzeba mieć do każdego indywidualne podejście. Nieraz był ostry, nieraz nie. Czasem się spoufalał, ale tylko trochę. Wiedział, że jako pedagog nie może pozwolić traktować się jak kolegę.

Wprowadził niezwykłe systemy działania Domu Sierot. Dzieci zbierały punkty za pracę, za uprzejmość. Za uzbieranie 500 punktów, otrzymywało się laurkę, wykonaną WŁASNORĘCZNIE przez Korczaka.

Organizował plebiscyt życzliwości, kiedy to dawało się punkty kolegom i koleżankom. plus, minus albo zero. Korczaka zawsze najbardziej martwiły zera.

I wiele wiele innych rzeczy, które sprawiają, że Korczak jest najwybitniejszym pedagogiem XX wieku.

Wartałoby dodać jeszcze, że gdy wybuchła wojna, Korczak za wszelka cenę chciał kontynuować działanie Domu Sierot. Oczywiście nie było to proste. Nie tylko przenoszono instytucję z miejsca na miejsce, stan żydowskich dzieci był coraz gorszy, ale nie było też pieniędzy. Wtedy Korczak postanowił wykorzystać jedyną rzecz, którą pozostawił mu ojciec. Kontakty. Do roku 1942 Korczak wiele razy nawiedzał bogatych znajomych rodziny, której już nie było i upokarzając się nieraz, po prostu żebrał. Sam chodził w podartych ubraniach, wszystkie środki oddawał na Dom Sierot.

Jak już wcześniej pisałam, został wywieziony transportem do Treblinki w roku 1942. Nie tylko oferowano mu ratunek przed transportem, ale również jeden ze niemieckich strażników poznał go jako autora książek dla dzieci, które znał doskonale z dzieciństwa. Pojawiła się druga szansa ratunku.

To Korczaka jednak było nie do pomyślenia, żeby zostawić "swoje dzieci".

środa, 4 maja 2011

Waga w Parku Ujazdowskim

Prokrastynacja. Tak to się w psychologii nazywa. Wolę napisać post o niczym niż pisać pracę albo co gorsza robić tłumaczenie. Mogłabym napisać post o niczym, jestem w tym całkiem niezła. Jestem też dobra w pierogach ruskich. I w... a, nie. Już w niczym. No chyba, że w... a nie, jednak w niczym.

Aktualnie próbuję przebrnąć (całkiem dzielnie mi idzie) Kraszewskiego. Hrabinę Cosel, znaczy. I słucham Kamieni na szaniec na maszynie zwaną mp3. Dobra jest to rozrywka, nie powiem. I gdzie masz tu człowieku znaleźć czas na pracę licencjacką, skoro jeszcze człowiek śniadanie musi zjeść.. umyć się. Gram czasu: nieobecny.

A myślał kiedyś w porywie, że jak już zda, to nic nie będzie mu stało na przeszkodzie nie tylko do pełni szczęśćia ale do czegokolwiek. I okazuje się wnet, że to nieprawda była. 

No i jeszcze te dokumenty.. I te samochody muszę kiedyś kupić ;/ com obiecała.

- a waga? - pyta czytalnik

- Jaka waga? Aaa.. WAGA! No tak

Żyje od lat 100 prawie, nic jej nie zmogło. Przetrwała dwie wojny światowe, oblężenie Warszawy i powstanie.. i pewnie kilka innych ciekawych rzeczy, które miejsce w parku i nie tylko miały. W Lublinie ją stworzono i na wystawie niejednej się rozbić raczyła, we Fłancji (entre kurę żardę) na ten przykład. Dla miasta podarowana nieco później, w Parku ustawiona w 1912. 

I działa. HA! (Oprócz w sobotę. Kto by się chciał w sobotę ważyć? Phi)

Pozdro600