niedziela, 6 lutego 2011

To nie tak...


To nie tak...
To nie tak, że nie.
To nie tak, że słomiany zapał.

To nie też tak, że nie chcę się chwalić wiedzą historyczną czy warszawianistyczną, bo chwalę się często i obficie wszystkim, co mam, miałam lub będę mieć, a tym co nie mam też bym się chwaliła, gdybym tylko to miała, albo prawie miała.

Przerwa z blogu była, bo życie się działo. Poza kursem też jest życie. Nikłe, ale jest.

Lecz co to za życie, gdy człowiek nie pamięta wszystkich twórców kolumny zygmunta.. ? a, nie. pamięta przecież.

Locci, Tencalla, Molli, Tym.. jednym tchem.


Nauczyłam się choć czterech rzeczy w razie takowym. Pociesza mnie czasem ten fakt, gdy budzę się o czwartej w nocy z płaczem w Jastrzębiu Zdroju z myślą, że nie mogę być na jutrzejszym kursie i że na pewno nie zdam i że myślałam, że to klasycyzm, a to był barok, albo że targają mną psychoanalityczne sny, w których warsztaty tłumaczeniowe ilsu, na które zresztą nie zrobiłam tłumaczenia, dzieją się w katedrze warszawskiej, po czym Marian z Kamilem wracają z Syberii, co mnie, człowiekowi o wyostrzonym zmyśle zazdrości turystycznej (termin wymyślony przeze mnie) nie przyszło łatwo.

może jakieś zdjęcie dla zwały = dla bani = dla zlewu = dla jahy.

Zerknąwszy na fakty, niniejszym ogłaszam, że po jakże cholernie krótkim pobycie w Hiszpanii zatrzymałam się na Łazienkach Królewskich, z których pamiętam jeno, że nie depta się po trawie.

Nowe Miasto nie istnieje, tak jak nie istniał wiek 18. Proste.

A puentą postu jest to, że czem prędzej wbijam na dżimejla ogarniać konspekt za konspektem, a tu jeszcze zupę ugotować, firany powiesić... i żyj tu człowieku.

może lepiej wyślę życzenie faksem do ściany płaczu. Może z kimś na spółę? będzie taniej. a każdy grosz się liczy.

ps. jutro wbijam z postem o warszawie, przysięgam na życie swojego psa, albo na to, że 18 wiek nie istniał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz