czwartek, 24 lutego 2011

W ramach świętej powtórki ze świętego wczoraj

I to wcale nie będzie historia. Historia nie będzie dlatego, że historii powtarzać już nie muszę, bo już wiem wszystko, takie dobre korki otrzymałam. Tak dobre, że osoby czwarte zamuliły się tym ogromem wiedzy i wyszły po pół godzinie. Wytrwała trójka, w liczbie 3, co w proporcji nauczyciel:uczeń rozkłada się na 2:1, pozostała do końca, omawiając każdą rzecz aż do współczesności, a nawet do co najmniej 20 marca w przyszłość.

Wczoraj też, poza historią całego świata od początku do końca, było też w pewnym momencie o świętych i że trzeba znać ich atrybuty. No to dalej:

Symbole Ewangelistów:


Marek – lew,
Mateusz – anioł,
Łukasz – wół,
Jan – orzeł.


albo patron Warszawy - Ładysław z Gielniowa - bicz w ręku


Św. Paweł - miecz


Św. Jan Nepomucen - 5 gwiazd, strój księdza - komża, stuła, biret. Zawsze z krzyżem. (tylko nie tu)


Św. Piotr - jeden lub dwa klucze.


Św. Florian - oficer rzymski w zbroi gaszący wodą z szaflika pożar.


Św. Marcin - na koniu z płaszczem i żebrakiem.


Ze świętymi to zawsze są problemy... 

wtorek, 22 lutego 2011

Skończmy z Uniwersytetem!!


Zabrzmiało groźnie?

Choć raz chcę wywołać jakies emocje. Rozumisz ty mię, czytelnicze? 

Acz nie taki diabeł straszny, jak go czytają na blogu rozhisteryzowanej wszystkim Martyny em. Skończyć jeno chcę to, co zaczęłam, tj. Uniwersytet, a raczej kampus mój, który moim nie jest, bo ja to studiuję na dole. Na skarpie zabrakło miejsca, choć spora. 

Pamięta ktoś mapkę? Była na ostatnim poście. Ja na przykład prawie zapomniałam, to przypominam.

Z rzeczy ciekawej jest tam jeszcze nr 8, czyli budynek AUDITORIUM MAXIMUM.


1930. A skoro 1930 to klasycyzm to nie jest, a już by się chciało cisnąć na twarz, na łeb, na szyję. Powiedzmy bez pardonu, że jest to budynek modernistyczny, aczkolwiek od klasycyzmu nie o 180 stopni odwrócony. To była trudność jeden. Trudność dwa to architekt. Ja zawierzam mojemu Bedekerowi z 1996 roku, co mówi mi, że to Aleksander Bojemski. Wikipedia to bzdury jakieś daje, a z nią 15 innych stron, na przykład niżowe blogi o Warszawie.

_____________________________

SZPITAL ŚW. ROCHA

Choć każdy mógłby zaprzeć, że to nie kampus, no ale budynek to niezmiernie ciekawy, a zatem śmiem napomknąć. Jak nazwa mówi, szpital. Ale nie dziś, tylko kiedyś. Założony w 1707. Budynek nieco później, generalnie Jakub Fontana, klasycyzm. Dobrze się tam zorganizowali, szczególnie patrząc na warunki i tradycje szpitalne tamtych czasów, kiedy to szpital był umieralnią, a nie szpitalem.

___________________

GMACH POREKTORSKI I STARY WYDZIAŁ PRAWA

Razem wymienić można, bo podobne to, symetrycznie sobie stoją po dwóch stronach Starego BUWU, 1815-17, Jakub Kubicki, Józef Boretti, ryzality z rzeźbami Pawła Malińskiego. Od bramy patrząc po lewej to WYDZIAŁ PRAWA (nr 9), po lewej GMACH POREKTORSKI (nr 30).

i byłoby tyle, gdyby nie to, że w gmachu porektorskim zamieszkiwał Fryderyk Chopin. Ten to se miał... 

_________________

Na teraz koniec, bo.. rozbita jestem. Odwołali mi korki, czuję się jak śmieć i nie mam do siebie żadnego szacunku. 

Jeszcze tylko jakże istotna sprawa o kampusie. Nie zapomnił wbić do... 

środa, 9 lutego 2011

dziś będzie o UW

MATKO BOSKO CZĘSTOCHOSKO.

I na co było komu przyrzekać cokolwiek na życie psa? Uznaję jednak z pewnością, że nic mu się stać nie może, bo równym czasem kto byłby mi nagle w stanie udowodnić, że 18 wiek istniał?

Chciałam napisać coś, chciałam już od pierwszego oddechu tego dnia przedwczorajszego, jeno, że mi komputer nie sprzyjał. Na moim komputerze, który biały jest i zgrabny, to ja robić lubię każdą rzecz, a pisać to już tak, że ho. A na cudzym komputerze, proszę ja was serdecznie wszystkich i każdego z osobna, nie jest to rzecz łatwa, zwłaszcza wtedy, gdy on ci nie twój, lecz rodzica. A rodzic to zawsze na opak myśli, a w komputerze wszystko prawym na lewo wyświśnie. 

To chyba zrozumiałe.. 

o UW dam dziś, bo trzeba ogarnąć jegomościa, a raczej trzeba, jak to mawiamy my: czeba, ogarnąć cokolwiek. A jako że UW zbliża się wielkimi krokami, bo już w poniedziałek, to postanowiłam przybliżyć rodzinie i przyjaciołom instytucyi tej kampus, który barwny niemało.

Bramę wklepiłam z początka. Stoi wytwornie na Krakowskim Przemieściu. Ta ta co widać to od 1911, Stefan Szyller, którego nazwisko nieraz jeszcze przed nami zatańczy. Brama ta prezentuje swoją osobą styl neorokoko, co oczywiście odgadłam sama po dogłębnym zbadaniu jej rokokowych cech (nie). Brama inna stała jeszcze wcześniej, niejedna nawet, hen hen przed powstaniem UW. 


Kampus na skradzionej w internecie szerokim mapce przedstawia się następowo:


Nie opowiem każdego budynku, oczywiście, aby nie zanudzać nikogo moją szeroką wiedzą, w żadnym razie nie dlatego, jakobym miała czegoś nie wiedzieć, czy cóś. 

____________

GMACH POMUZEALNY

nr 28. Michał Kado, 1820. Instytut historyczny dziś, przedmiot ogólnouniwersytecki miałam tam, a wiem z niego nic.

_______________

STARY BUW

nr 10. 1894. Stefan Szyller (ten od bramy sam) i Antoni Jabłoński-Jasieńczyk. Stara bilbioteka uni, bo dziś to zielona taka nowa wypas w kosmoch. A jak kogoś zastanawiały różowe rusztowania przed nowym buwem to pochodne są to z regałów wielkich starego buwu.

___________

PAŁAC KAZIMIERZOWSKI

nr 1. 1641 niby, ale to nie koniec bajki było. Giovani Trevano, niech będzie. Nie będzie, bo przecie pałac, co jedną formę miał w życiu to nie pałac. Nudziłoby się przewodnikom, gdyby tylko jeden kształt mieli zapamiętać. w 1641 powstał barokowy pałacek, potem podrasowany przez Jana Zygmunta Deybla i Joachima Daniela Jaucha, aż przetegowany całkiem na klasycyzm przez Hilarego Szpilkowskiego i Wacława Ritchela. Historia tego pałacu jest bardzo długa, jak to się mawia w skrócie, jak mogłaby być krótka, skoro dla samego Władysława IV zbydowany był on na same wprzódy? Dziś pałac jest sercem UW, czyli siedzi tam rektor i te inne.

cdn.

a wy spać idźcie, a nie tylko poczciwych ludzi blogi czytacie, co by tylko błędy znaleźć i wyśmiać w twarz.

niedziela, 6 lutego 2011

To nie tak...


To nie tak...
To nie tak, że nie.
To nie tak, że słomiany zapał.

To nie też tak, że nie chcę się chwalić wiedzą historyczną czy warszawianistyczną, bo chwalę się często i obficie wszystkim, co mam, miałam lub będę mieć, a tym co nie mam też bym się chwaliła, gdybym tylko to miała, albo prawie miała.

Przerwa z blogu była, bo życie się działo. Poza kursem też jest życie. Nikłe, ale jest.

Lecz co to za życie, gdy człowiek nie pamięta wszystkich twórców kolumny zygmunta.. ? a, nie. pamięta przecież.

Locci, Tencalla, Molli, Tym.. jednym tchem.


Nauczyłam się choć czterech rzeczy w razie takowym. Pociesza mnie czasem ten fakt, gdy budzę się o czwartej w nocy z płaczem w Jastrzębiu Zdroju z myślą, że nie mogę być na jutrzejszym kursie i że na pewno nie zdam i że myślałam, że to klasycyzm, a to był barok, albo że targają mną psychoanalityczne sny, w których warsztaty tłumaczeniowe ilsu, na które zresztą nie zrobiłam tłumaczenia, dzieją się w katedrze warszawskiej, po czym Marian z Kamilem wracają z Syberii, co mnie, człowiekowi o wyostrzonym zmyśle zazdrości turystycznej (termin wymyślony przeze mnie) nie przyszło łatwo.

może jakieś zdjęcie dla zwały = dla bani = dla zlewu = dla jahy.

Zerknąwszy na fakty, niniejszym ogłaszam, że po jakże cholernie krótkim pobycie w Hiszpanii zatrzymałam się na Łazienkach Królewskich, z których pamiętam jeno, że nie depta się po trawie.

Nowe Miasto nie istnieje, tak jak nie istniał wiek 18. Proste.

A puentą postu jest to, że czem prędzej wbijam na dżimejla ogarniać konspekt za konspektem, a tu jeszcze zupę ugotować, firany powiesić... i żyj tu człowieku.

może lepiej wyślę życzenie faksem do ściany płaczu. Może z kimś na spółę? będzie taniej. a każdy grosz się liczy.

ps. jutro wbijam z postem o warszawie, przysięgam na życie swojego psa, albo na to, że 18 wiek nie istniał.