wtorek, 7 grudnia 2010

Stos wycieczek

kurs galopuje,

pamięć wnet rozpali,

a po godzinach

kurs piwnych lokali


Na samym początku tego posta pragnę zwrócić się do czytaczy (żadnych, już nawet mój chłopak mi przyznał, że mnie nie czyta), co byście wybaczyli mi zbrodnię układania początkowych rymów. Wbrew pozorom nie jest to zamach moralny na Mickiewicza. Rozwiewam wątpliwości - o nobla nie walczę. Dziękuję bardzo, Martyna Mucha IIc. 

Jest kilka spraw,

które muszę wylać out. 

Mój stan związany z chorobą złośliwą uwielbienia pomników pogarsza się. Nie musiałam wcale. Nie musiałam, a WZIĘŁAM ! Wzięłam kolejny temat dotyczący pomnika. Myślisz: "No doobrze.. jeden pomnik jej można wybaczyć", ale rzecz w tym, że to nie koniec! Drogą nieformalną, pomimo głósów w środku mojej głowych starających przywrócić mnie na właściwą ścieżkę, zagarnęłam kolejny temat o pomniku na sobotę, a temat ten został wymyślony jedynie na potrzeby mojego zaburzenia. 

Więcej grzechów nie pamiętam, za które szczerze żałuję i pragnę się poprawić.


A miało byc o stosie wycieczek. Z racji tego, że nie chcę być niekonsekwentna (o, to coś nowego), a zaczęłam opowiadać o Kangurze i nie dokończyłam opowieści, wnet ją dokańczam:

Bo Kangurowie przybyli w bardzo odpowiednim momencie jako bardzo odpowiednie osoby. Z lubością podeszłam do faktu, że nie trzeba ni Kangurowi ni Kangurzycy pokazać Starówki, albo Pałacu, bo to już było. 

a było to rok temu, z chęcią przypomnę, bo to dobre było:

http://picasaweb.google.com/naszamucha/Kangurson#

Od Kangurson


I w zasadzie nic się nie zmieniło tym razem, nawet rok ten sam, bo wtedy zawitali w styczniu. Jedno jeno wartałoby uwagi: Kangur (Doris wierzę, iż nie robi tego), który mieszka w Australii (btw bieedny chłopak nie zaznaje śniegu), tak się cieszy na Europejską zimę, że hulaj dusza piekła nie ma cały boży rok modli się o śnieg. Nie powiem, co myślę o tej praktyce, nie powiedziałabym nic zapewne, gdyby tylko nie działała!

Kangurze! Słuchaj ty! O tej porze tutaj to śniegu nie maaa!!!!!!!! WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE!! Drogie ZTM, szukasz winnych? 

Za karę zatargłam ich na najgorsze śniegi, knując pod nosem, ciesząc się na mój wrodzony spryt, a przekonując ich, że "jeszcze będzie fajnie.. hie hie"

Kara jednak nie osiągnęła zamierzonego wymiaru dydaktycznego, wszak Cytadela i Plac Słoneczny spodobał im się. Na szczęście choć buty im przemokły (jak to się mawia w Radomiu: zmiękły), dzięki czemu zaraz po moich wypocinach na temat carów, Traguttów, Norwerthów i takich tam, które zresztą one zamarzały wlot, jak wszystko łącznie z falami dźwiękowymi, mieliśmy pretekst udania się na konsupcję jakże szlachetnego napoju - piwa (co oczywiście również miało charakter poznawczy, nie od dziś wiadomo, że browary to nieodłączna część historii Warszawy, tym samym każdej wycieczki).

z cyklu: KURS LOKALI WARSZAWSKICH:

- DOMINIUM, o tak, to polecam, choć każdy zna to, ale polecam i tak, bo jeśli ktoś choć raz nie poleci w życiu Dominium, arafia do piekła, udowodnię to w swojej pracy profesorackiej z lingwistyki. 

- Cafe Plotka wprost przed Uniwersytetem, przytulnie jest, a najprzytulniejsza bywa cena piwa w Happy Hours, 5 zł do 17:00. To samo Cię spotka w Harendzie (to dopiero jest! Tam nawiązują się przyjaźnie ilsowe i pogawędki z barmanami tudzież barmankami).

- Piano Bar na Chmielnej, zdjęcie bardzo reprezentacyjne, jak widać. Ale wierzcie mi na słowo, całkiem spoko, nie najgorzej, powiem. Cena piwa nie powala, ale jak bywa dzban, to się pyli.

Odbyło się też karaoke, na szczęście przykleiłam się do ściany. Na scenę porwali się Dot i Kar. bb.. mm.. 

nie jestem znawcą karaokech, ale chyba się wporzo zorganizowali w onej knajpie.

a już dążę do końca opowiastki, dodam jeszcze, że gdy my tam gadu gadu o życiu śmierci bez robienia jajecznicy, wtem wpada Łucio, zwany Łukaszem Stanisławem zaczyna zabawiać nas swoimi rezolutnymi spostrzeżeniami, jak zawsze ma to miejsce. Ślę tu pozdro dla Ewy, której brak było, a wiąże się to z tradycją, że nigdy być nie może, gdy Kangur przybieża, acz siła wyższa, cóż zrobisz człowieku? Nic nie zrobisz... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz