czwartek, 16 grudnia 2010

Pomnik siedmiu generałów

Oto staje przed trudnym pytaniem! 

Czy zdołam napisać posta w 8 minut?


Ostatnią sobotą natknęliśmy się na kolejny jakże nieistniejący już obiekt i to dwa razy, a (ku waszemu zdziwieniu zapewnemu) był to ten sam obiekt.


Stał raz na Placu Saskim, który zdzwiłby kogoś, kto nagle przeniósłby się w czasie do okresu "Zanim Warszawa Została Zniszczona", albo kogoś, kto wejdźie na wikipedię tudzież google. Plac Saski, czyli teraz Plac Piłsudskiego jest dzis betonowym polem. Cudownym miejscem do patetycznych obchodów wszystkiego, co patetyczne. Dobrze jest mieć Plac Piłsudskiego. Ale patrząc na zdjęcie zza czasów, dobrze byłoby go nie mieć. Tzn mieć GO, ale nie taki. Szkoda człowiekowi trochę Pałacu Saskiego i tych innych.

I tych innych tak. Ale nie jest nam szkoda tytułowego tutaj, proszę ja was bardzo, Pomnika siedmiu generałów

A bo hańbą był i trutem, choć nie ma takiego wyrazu, ale przyszedł mi do głowy. Postawiony 10 lat z hakiem po Powstaniu Listopadowym, co by nas jeszcze podrażnić. Stał sobie obelisk, a czcił on "bohaterów wiernych monarsze" (tfu tfu błeee, niech go.. ).

A stworzył go sam Antonio Corazzi! A już myślałam, że lubię chłopaka. 

Stał najpierw na Saskim, potem stał na Placu Zielonym, o którym wiem wszystko (naprawdę! to tam jest chłopiec z ktokodylem).

Aż do 1916, gdy mógł go Polak rozebrać!

I zgadnijcie!

rozebrał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz