czwartek, 9 grudnia 2010

Muzeum Wojska Polskiego

będzie treściwie!

O wojsku,

o którym wiem bez końcu


W moim życiu przyszło mi lubić kilka rzeczy. Lubię na przykład  pomniki. I do końca lubiłam Manuela pomimo wszystkiego, co mi uczynił, to jest oblał mnie. Lubię pierogi ruskie i wino grzane oraz Harnasia. Ale najbardziej to lubię pisać o niczym, czego na pewno jeszcze nikt nie zauważył. 

Ale sielanka nie trwa długo i czasem też warto zażyć trochę treści. Treść in, treść out. 

NieAżTakDawnoTemu, bo tydzień temu udał się człowiek na podbój Wojska Polskiego. Nie jest to takie trudne, jakby się zdawało, niczym flamenco, które też jest łatwiejsze niż się wydaje. Mimo początkowych sukcesów powstanie zakończyło się klęską. Po dwóch godzinach przebywania w sali 1, średniowiecznej, towarzyszom zabrakło siły na walkę intelektualną z poszerzaniem pamięci i z pozycją stojącą. Nikt jednak nie śmie powiedzieć, że mogła to zabyć wina przywódcy. Zaciekle wprowadzał nas w coraz to bardziej zaawansowane tajniki Wojska Polskiego. Z pokorą przyznam.. to żołnierze zawiedli, w końcowych starciach niektórzy czmychali, gdzie pieprz rośnie, a niektórzy ofen przycupywali sobie na różnych pagórkach. 

Wciąż! Udawało nam się czasem słuchać. 

Muzeum Wojska Polskiego zaraz tuż obok blisko wnet Mostu Poniatowskiego się znajduje. Nie jestem fanką wojenek, nie ujmuję im znaczenia jednak, ależ skąd! Radam, że mówię w języku polskim, a zapewne dzięki działaniu niejednego miecza jest tak właśnie. Ale pacyfkę na szyi noszę, wszak hipokryzja to pogląd jednogłośnie wyznawany przez całe społeczeństwo. 

Muzeum zwiedza się przyjemnie po spełnieniu kilku niewielkich warunków:

1. podstawowa znajomość historii Polski

2. rwąca chęć do poznania tajników miecza, strzelba, mudura i buta żołnierza tudzież rycerza

3. minimalna ciekawość świata i chęć poszerzania horyzontów

4. przewodnik z muzeum, który ci wszystko opowie, bo tak, too. .. ojoj.. good luck


Nie przyznam się może, że spełniłam tylko jeden warunek, nie powiem też który.

A zbiory to ponad 250 tys. eksponatów, acz w czasach przeszłościowych zgrabieżone, na przykład przez... przez.. .(nie przejdzie mi to przez gardło ani klawiaturę.. )

ale cóż zrobisz człowieku? Trzeba żyć dalej. Eksponujemy dalej. 

To znaczy oni. Ja patrzę. I zapamiętuję (albo nie).

A eksponują w kolejności chronologicznej. Gdy tylko się wbija do muzeum, to wbija się do:

SALI SREDNIOWIECZA

tę pamiętam najlepiej. Moc atrakcyj. na przykład relikwiarz, dyptyk, wielka pamiątka po bitwie pod Grunwaldem. 

jest też pełna zbroja kopijnicza z II poł. XV wieku, którą pan przewodzący rozłożył na części pierwsze, opisując każdy centrymetr jeń. 

a potem.. 

SALA RENESANSU, SALA SOBIESKIEGO, POWSTANIA KOŚCIUSZKOWSKIEGO... 

i tak dalej i tak dalej.. aż do sali "Żołnierz polski na frontach II wojny światowej". A na koniec niespodziewanie wynurza się sala broni orientalnej 

Może powinnam opisać każdą salę i każdy ciekawy eksponat? Takie jest chyba zamierzenie, jeśli chodzi o .. ee.. grupę trzymającą blogi warszawskie, czy coś tam. Ciągnie człowieka do elit. Ja - pogardzam elitą (z zazdrości oczywiście) i nie lgnę doń, a dziecku swojemu przyszłemu zabronię wstępu na Uniwersytet.

A tak najszczerzej, jeśli chodzi o te opisywanie eksponatów, to .. po pierwsze nie mam za co, a po drugie nie mam za co.

Adieuł!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz