czwartek, 25 listopada 2010

Interes z Marianem

Po nie tak dawnym wysłuchaniu pochwał w takiej ilości, z jaką nigdy nie miałam do czynienia w moim życiu, usiadłam na bruku i myśle:

tu musi być jakiś kruczek. lub kurczak. 

Ludzie chwalący zdjęcia, latające światełka i blask flesza radiowego.. nic dziwnego, że z trudem dostrzegłam wroga!


A mianowicie.. Marian pojawił się niepostrzeżenie. Od razu chciał mnie wygryźć. I tak od dłuższego czasy był na mnie cięty po tym, jak odkryłam jego błogosławioną przeszłość. Uratował mnie tylko mój wrodzony talent do natychmiastowego wrzucania zdjęć na Picasę. 

Wróg nie miał jeszcze szansy zadziałać, lecz ja czuję, że gdzieś tam w dołku już szykuje na mnie bomby. Od razu przeszłam do obmyślania rezolutnego planu obrony.

Plan wymaga głębokiej wiedzy na temat społeczeństwa, ekonomii i prawdy o świecie. 

I tak oto, wczoraj, dnia 24 listopada 2010, ulicą Filarecką 2, salą 4, zawarłam układ. Mam ja Ci układ taki, że Marian, który nie spostrzegł się na czas, że coś knuję, złapał przynętę i zgodził się publikować same brzydkie zdjęcia. Za każde obiecałam płacić mu 4 zł. 

Nie docenił on wartości jaką jest bezcenność prestiżu. 4 zł z prochu powstało i w proch się obróci, święty Marianie, o prestiżu pogadamy po śmierci.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz