poniedziałek, 29 listopada 2010

Pomnik Uciekinierów z getta

wierszka brak
bo tak

Od 2010_11_27 Wola

Tak, to prawda, nie zarzuciłam tematu: "pisanie tylko o moich tematach". Ostatnią wycieczką szarpnęłam się na temat właśnie ony: Pomnik Ucieczki z Getta. Nie jestem w stanie wyjaśnić tego, jednak całe rzesze moich czytelników (czyli nikt) oraz inne rzesze kursantów (a będzie z 20) odkryło u mojego organizmu tendencję silniejszą ode mnie, a mianowicie.. LUBIĘ POMNIKI! Totalnie nie potrafię sobie z tym poradzić i gdy tylko nachodzi okazja, biorę pomnik, a jak nie nachodzi okazja, to w głębi duszy też biorę pomnik. Czasem nawet wyimaginowuje sobie takie małe pomniczki i sama sobie je przedstawiam. Nie trudno jednak dostrzeć czarne strony tej tendencji. Może ona prowadzić do poważnych zaburzeń, a kiedyś nawet do pewnego rodzaju szału polegającego na fundowaniu całej masy pomników. W ostatnim miesiącu odnotowano w Stanach Zjednoczonych przypadek osoby cierpiącej na tą dolegliwość, która nie potrafi  odmówić sobie fundowania jednego pomnika na tydzień.
Postanowiłam jednak pozwolić tej tendencji żyć, wszak mam tendencję do niezarzucania tendencyj, ot co.
A pomnik ucieczki jest niezgorzej ciekawy. Acz miał być ciekawszy (jak każdy pomnik).
Pomnik przedstawia się następująco:
Za górami za lasami była sobie kiedyś lokacja Prosta 51. Piszczała pustką. O Matko, jak ona piszczała! A przecież nie było tam pusto, ani prosto nawet. Na prostą właśnie przez kanał wyszli uciekinierzy z getta dokładnie dniem 10 maja 1943; status ucieczki: udana. I nie zapomniało człowieczeństwo dzisiejsze o tym wydarzeniu. Człowieczeństwo dzisiejsze wstało pewnego razu i postanowiło postawić pomnik. Człowieczeństwo dzisiejsze miewa dobre pomysły. Dwa elementy człowieczeństwa dzisiejszego (Jan i Konrad Kucza-Kuczyńscy) obmyśliły plan działania:
(...)
A zatem tuba stanęła krótsza, wejść nie da się. Da się zajrzeć i ujrzeć Gwiazdę Dawida, lub też tylko odbicie świata, gdy parniejszy dzień nastanie. Są za to odlewy rąk, jakoby niby wychodziły z kanału, jest to pewnego rodzaju element, nie da się temu zaprzeczyć.
Od 2010_11_27 Wola

A twór ten stanął za maja tego roku, jak Boga kocham, 2010! A na uroczystości odsłonięcia stawił się sam pan dowódca ucieczki - Symcha Ratajzer-Rotem.
dodam też, że właśnie dzięki tej ucieczce kanałami, rok później z hakiem wykorzystano ten pomysł przy ewakuacji ludności podczas powstania warszawskiego. A "kanałowymi przewodnikami" byli najczęściej Żydzi.
+ + + 
krótka historia pomnika przedstawiona, teraz można zjeść śniadanie.
O nieee.. chyba na zajęcia kruca lecieć, dejta spokój, kto wymyślił ten Uniwersytet. Niechno się cofnę tylko do 1816, to popamiętają!

czwartek, 25 listopada 2010

Interes z Marianem

Po nie tak dawnym wysłuchaniu pochwał w takiej ilości, z jaką nigdy nie miałam do czynienia w moim życiu, usiadłam na bruku i myśle:

tu musi być jakiś kruczek. lub kurczak. 

Ludzie chwalący zdjęcia, latające światełka i blask flesza radiowego.. nic dziwnego, że z trudem dostrzegłam wroga!


A mianowicie.. Marian pojawił się niepostrzeżenie. Od razu chciał mnie wygryźć. I tak od dłuższego czasy był na mnie cięty po tym, jak odkryłam jego błogosławioną przeszłość. Uratował mnie tylko mój wrodzony talent do natychmiastowego wrzucania zdjęć na Picasę. 

Wróg nie miał jeszcze szansy zadziałać, lecz ja czuję, że gdzieś tam w dołku już szykuje na mnie bomby. Od razu przeszłam do obmyślania rezolutnego planu obrony.

Plan wymaga głębokiej wiedzy na temat społeczeństwa, ekonomii i prawdy o świecie. 

I tak oto, wczoraj, dnia 24 listopada 2010, ulicą Filarecką 2, salą 4, zawarłam układ. Mam ja Ci układ taki, że Marian, który nie spostrzegł się na czas, że coś knuję, złapał przynętę i zgodził się publikować same brzydkie zdjęcia. Za każde obiecałam płacić mu 4 zł. 

Nie docenił on wartości jaką jest bezcenność prestiżu. 4 zł z prochu powstało i w proch się obróci, święty Marianie, o prestiżu pogadamy po śmierci.


poniedziałek, 22 listopada 2010

Skubaniuśki

Miejsce dość ważne

widzi go każden

nawet kto maluśki

toć Skubaniuśki!

Od 2010_11_20 Plac Zamkowy

Czy wyrażam się nie jasno? Doprawdy nie wiem, czemu nie ma drugiego imienia kolumny Zygmunta w Wikipedii. 

Pisałam kiedyś o kolumnie, sto lat, pięć dni i trzy minuty temu. O tym, jak .. nie, ten post nie miał  sensu. Lubię Skubaniuśkiego, od zawsze lubię skubane osobniki. Dlatego porwałam się na temat oń na sobotnią wycieczkę. Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił? Czemuś nie kazał mi wziąść sobie tematu o czymś łatwym? (a, bo nie było)

Może kiedyś starczy mi męstwa, aby być w stanie wyrecytować przez sen nazwiska czterech twórców kolumny. Mam nadzieję. Trwam w mieniu nadziei, tymczasem trwam też w postanowieniu, że NIE BĘDĘ SIĘ UCZYĆ!! 

oj doobra, uczę się czasem (wielkie wyznanie).

Od Warszawa

O czym to ja.. a! Skubaniuśki. No mówie, choróbka, to ci skubaniuśki, zawsze wraca, gdy nieproszony. Stoi on niewzruszenie na Placu Zamkowym na schódkach. Złego słowa o nim nie powiem. Z rzeczy ciekawych, to najstarszy pomnik świecki w Warszawie (w polsce [a kuku] nie, bo inny jest w Kozienicach, gdzie kuzynka moja mieszka, z cyklu wielkie osiągnięcia życiowe, innym moim osiągnięciem życiowym była rozmowa z Borysem Szycem z barze Alternatywa. To by było na tyle). Jest on wysoki też - 22 m. Jest bez wątpienia najwyższym chłopcem z jakim miałam do czynienia. 

DATA POSTAWIENIA: 1644!!! A jak zapomnę, to zginę. 

MATERIAŁ: granit strzegomski (znam, dzięki Edytce (Geologia w Sosnowcu), która w czasie ostatniej mszy w Jastrzębiu Zdroju wytłumaczyła mi każdy minerał grobowy na cmentarzu)

Skubaniuśki stał kiedyś w innym miejscu. No obok no, co będę tłumaczyć. I miał różne takie obok siebie, schódki to nowy wytwór, była barierka, potem betonowe słupy, potem fontanny i rzeźby (przeprojekt znanego każdemu mądremu  człowiekowi Henryka Marconiego). Ale to już było i nie wróci więcej, mamy schódki.

A na placu zamkowym była kiedyś pętla busa 175 (to naprawdę wielka dana historyczna ważąca o rozumieniu historii ludzkości)

Skubaniuśkiego postawił syn Zygmunta III Wazy, a zwał się on Władysław, numerem IV, rodu Waza. Oczywiście w celu: wychwalanie zasług ojca i ojca w ogóle. Dla chętnych zasługi te wypisane są na 4 tablicach na kolumnie w języku jakże mi znanym - łacińskim. 

I dzieje się tak:

przyjeżdża sobie na przykład gość na wyjazd zagraniczny do Polski, albo mała Martyna w roku 2005 na wyjazd zagraniczny z Jastrzębia Zdroju do Warszawy i z racji tego, że nie wie nic o niczym, patrzy na boską Kolumnę i myśli sobie:

"To ci Skubaniuśki.. taką kolumnę mieć! To musiał być wielki człowiek i wielki król! Gdybym ja tylko był tak wielki, dobry, mądry i wspaniały żeby mi kolumnę postawić takąże, moje życie wyglądałoby inaczej"

Od Targi kosmetyczne

Na pewno każdy tak pomyślał. Głowę sobie daję uciąć, że tak właśnie było. 

Wiecie, nie chcę wrzucać królowi. Tak jak nie wrzucam na Kaczora (donalda oczywiscie), mimo, że.. a dobra, nieważne. Nie chcę wrzucać, ale.. 

Na bogackiego, nie było tak podobno. Po pierwsze nie był on nasz na własność. Gdy jestem z kimś w związku, to przepraszam.. BARDZO, oczekuję stuprocentowego oddania. Od Zygmunta III też. A tu słyszę, że on bardziej szwedzki był. Szwedzka zbroja.. korona.. co co co? I czytam też, że nie rozumiał polskiej szlachty, a szlachta nie rozumiała jego. 

wtedy jednak przypomina mi się, jak w czasach wielkiej imigracji do USA, szlachta polska totalnie nie rozumiała, jak to możliwe, że nie otrzymują pięciuset miliardów hektarów ziemi na wejście i trzystu niewolników, jeno trzeba robić. Toż to skandal, się rozumie. American Dream w zupełności nie odpowiadał szlachcie. To było w nawiasie.

W dodatku: spalił był wawel, skłócił nas ze szwedami.. no dajta spokój.

A na puentę dodam, że nie mam racji ;] Próbowałam do matki na prędkości zadzwonić zapytać, co myśli, ale ta NIE RACZY ŁASKAWIE odebrać, w takim razie zrzucam na jej barki tego grafomańskiego posta.

przepraszam za brak hispanizacji stylu dziś. 

czwartek, 18 listopada 2010

Pomnik Powstania Warszawskiego

ładny, nie powiem.

"powstania" się zowie,

nie bądźmy lecz pewni

bo Ruscy haniebni

Od Przeniesienie Niećki Nidziańskiej do Warszawy album

A tak.

Nigdy nie można być pewnym nieczego. Byłam raz pewna, że istnieje takie państwo Rzym. Nieważne. Nie wiem, czy może ktoś był pewny, że nie ma żadnej tajemnicy związenej z pomnikiem powstania. Rzeczę mu jednak - jest. 

Jest to wielka tajemnica. Nie od dziś definicją tajemnicy jest brak występowania danej informacji w internecie. I przysięgam! Biorę sobie wikipedię, daję nań w celu: przygotować do jednego z moich licznych wystąpień na kursie. Daję tamże, daję, a tu widzę, że cosik nudny ten pomnik, a szkoda, bo ładny. Nauczyłam się pięknie, że:

- stoi na Placu Krasińskich

- jest z 1989

- przedstawia wybiegających powstańców

nawet autorów nie ma na wiki, DaszTyWiarę? (Wincenty Kućma i Jacek Budyn) Ale nie o tym.


Bo.. jakie było moje zdziwienie!! Po kolei.. ucieszona, że nie ma dużo do nauki ruszyłam na: zajęcia, randkę, korki, zajęcia, korki, randkę, korki, zajęcia, randkę, korki, zajęcia, randkę.. potem zrobiłam urodziny, a to nie przelewki i obudziwszy się rano, myślę: a zerknę. I na jednym blogu pisze pan: "Od pewnego czasu kiedy przejeżdzam obok pomnika Powstania Warszawskiego czuję się podle. Dla mnie to pomnik hańby narodowej." O CO CI CHODZI?? (panu)

Boze, Boze, i szukam szukam.. nie ma, nic nie ma, o co chodzi!!!

I MAM!! ARTYKUŁ! 

http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=18565

a w nim wszystko! Cała tajemnica, której nie raczyła zgłębić wikipedia. Okazuje się, że pomnik powstał o wiele za późno, bo chęć utworzenia go pojawiła się zaraz po wojnie. Ale pozwolono nam tylko na Nike (czyli Pomnik Bohaterów Warszawy), nam nie wystarczyło. Powstanie ma być osobiście uhonorowane.

Dopiero się wzięto w 1983...

Wszystko cacy, był i konkurs, wygrał go i jeden młodzień, imieniem Piotr Rzeczkowski. Stworzył on .. PROYECTAZO!! (hispanizacja stylu). Dwie ściany oddalone od siebie 63 metry (tyle dni trwało powstanie), do sciany z obu stron wbiegają raczej statyczni obywatele, po czym wybiegają już jako waleczni żołnierze gotowi zginąć, co by tylko wolności bronić. Podobno o to chodziło w powstaniu.



I wtedy wkraczają do akcji nasi czerwoni przyjaciele. Ich wtedejszym kaprysem stało się  nazwanie pomnika nie "pomnikiem powstania", ale "bohaterów powstania". Niby nic, a tak to się zaczęło. Autor sam oburzył się i zrezygnował z głównej nagrody, czyli honoru postawienia na Placu Krasińskich pomnika jego autorstwa. Rzekł on:


Niniejszym oświadczam, że brałem udział w konkursie na Pomnik Powstania Warszawskiego 1944 roku. Jury uznało mój projekt jako nadający się do realizacji. Jako autor nie zgadzam się na inną nazwę Pomnika.

a tu jeszcze lepiej:

Jako artysta już się sprawdziłem, ale jako Polak dopiero teraz mam szansę

Bez łaski, pomyśleli i rachu trach rozpisali nowy konkurs. Błagali go o zrobienie innego projektu, mieli mu nawet zapłacić 100 tys złotych, lecz on.. : NIE!!!

Zgłoszono AŻ 3 projekty. Wygrał ten, który podziwiamy dziś na tle Sądu Najwyższego. Nie jest on brzydki przecież, nikt z codziennych zjadaczy chleba tak nie powie (chyba ze pan z bloga2). Ale osoby WAŻNE skrytykowały pomnik tenże nie raz nie dwa, ni trzy ni pięć raza. Że nie oddaje ISTOTY!!

Data odsłonięcia: 1989

Powstania czy bohaterów powstania: ja mówię Powstania, wikipedia mówi Powstania.. fejsbuk mówi Powstania.. gdzieś czasem jest, że bohaterów. Więc chyba jednak Powstania

dziękuje bardzo, Martyna Mucha 2c

·       

wtorek, 16 listopada 2010

filmów moc

pytam siebie wielce

gdzie tu włożyć ręce?

tyle miejsc i datek

nie mieści ni w trzeci zadek

Od ILSowe

A zaliż, jak tu spamiętać wszystko, pytam?? Przecież i tak nie mam miejsca w mózgu po historii USA z panem królem Lewickim i poprawce z panem seńorem Munuelem, co bez bagietki wtedy chadzał jeszcze, a jakże. 

Tyle dat, a nazwisk! Jak juz nazwisko zapamięta człowiek, to imienia nie pamięta. Albo myli mu się z innym. Weźta, jak tu zaradzić?

jest kilka sposobów, a żaden nie wiążę się z wkuwaniem dat w pociągu trasa Katowice-Warszawa.

Można robić zdjęcia na trasie - robię to. Trochę robię, bo nie bez kozery mawia się w kręgach o moim zepsutym aparacie (zresztą odrzucono dziś mą gwarancję, a pal licho te dwie stówy, NIECH SE KUPIĄ COŚ ŁADNEGO W TYM SERWISIE, DZIADY!!!!)

Można rozwiązywać krzyżówki od Agnieszki - niech jej Bóg błogosławi i Wam, coby każdy miał swoją Agnieszkę w życiu.

Można też uczyć się - nie robię tego

chyba ze na wykładzie z literatury, zamiast zważać na literaturę - robię to

Można wracać w te miejsca,  - o, tak, to czynię, Lubię to. Do tego niezbędne jest posiadanie chłopaka. Albo przyjaciela. Dobrze jest chwalić się tym, co się umie osobom, które nie wiedzą, czy wiesz, czy zmyślasz ;]

Można też siąść i płakać - nie robię tego

i fiiiilmy!!! -  o tak, oskubałam rodzica z każdego filmu polskiego dziejącego się w Warszawie. Można nieco ubolewać nad młodym pokoleniem, że wie nic. Rzeczy typu, kto to jest Dzierżyński, o czym są Zakazane Piosenki wie tylko Ewa Te, ale ona zna też wiele dziwnych wyrazów, których nikt nie zna w grupie 3H1 (BOZE, to już TRZECI ROK???)

I tak oto, oskubawszy rodzica z Barei, Machulskiego i różnych takich, ruszyłam w te pędy do odtwarzacza DVD. Wpierwej zerknął człowiek w zaciszu rodzinnym na Zakazane Piosenki pożyczone od szefa kursu. Boże, jak darłam się na każdego, żeby nie porysować. Zakazane Piosenki w dobie Święta Niepodległości, przy akompaniamencie nucenia ojca, śpiewania matki i płakania babci, która każdą scenę okrzyknęła swoją ulubioną, jest pewnego rodzaju przeżyciem. Następnie w tango marango poszłedł Miś i Ile waży koń trojański. Dziś nadrobiłam pierwszy odcinek serialu Dom i takie moje działanie, wielkie, nie powiem, ot co. A, jeszcze Galerianki, choć poczynania w BlueCity nie wchodzą chyba w zakres egzaminu, jak sądzę. 

Dobrze, że w poniedziałek nie poszłam na najabsurdalniejsze zajęcia ILSu, bo te w połączeniu z Bareją oznaczałoby zenit absurdu, idąc dalej - wybuch.

Na szafce jednej, drugiej i trzeciej leży moc reszty filmów wołających o zobaczenie. Aktualnie poszukuję kanału akcji pod arsenałem. 

Można też czytać ksiązki - eee.. uczynię to.. jak tylko obejrzę wszystkie filmy świata. (przypis: to nie moja wina, takie czasy, człowieku)

Tyle na dziś, wszak nie ma czasu człowiek (bzdury, zawsze ma czas, jeno jest prokrastynatą(!)), dodam tylko, że jest namiastka nowego albumu, właśnie z cyklu Warszawa i jej-moje dzieje. 

Plac Bankowy, odsłona pierwsza

Od 2010_11_16 Plac Bankowy2
Od 2010_11_16 Plac Bankowy2

Plac Bankowy, odsłona druga

Od 2010_11_07 plac bankowy
Od 2010_11_07 plac bankowy


niedziela, 7 listopada 2010

o Żoliborzu słów kilka


Żoliborzu
jesteś w porzu
wśród warszawskiej masy
zielone rarytasy


Będzie słów kilka, bo całegon nie znon. Jeno obszarek. Porzeczę trochę oń. Zdjęć nie mam ja też swoich, bom gapa.

Piszę tego posta, z łaski nad wami, niestrudzonymi czytelnikami (żadnymi), choć ciężko nadążyć za życiem, a jutro kolos z mojego uluobionego przedmiotu (nie). Na szczęscie jutro kursik.. światełko w tunelu.. .. . 

Posłuchajcie o Żoliborzu, a najlepiej to nie słuchajcie, tylko idźcie tam po prostu, a wasze życie już nigdy nie będzie takie same. Bo nie powiem, zadziwiło mnie kilka elementów tamże, wszak, aż wstyd się przyznać, nie byłam tam wcześniej (jak w większości miejsc z kursu).

Pierwsze, co powiem, to Muzeum Sportu i Turystyki. Wybierałam się kiedyś do niego, więc to nie tak, że nie. I gdybym wiedziała choćby wtedy, jak wygląda budynek Centrum Olimpijskiego, przychodziłabym tam codziennie (prawie). Bo co tu pomyśleć innego, gdy nagle przede mną wyrasta.. ten oto ładny centr.


otwarty: 27 maja 2004,
projekt: Bogdan Kulczyński, Paweł Pyłka, Radosław Sojka



Mieści się w nim o wiele więcej rzeczy, niż prosty człowiek potrafi sobie wyobrazić. To co może go zainteresować to właśnie muzeum. A jeśli ktoś się interesuje sportem, to niech nie idzie tam, bo nie wyjdzie. Można sobie popatrzeć na ekspozycje dotyczące legend polskiego sportu i takie takie.. są zdjęcia, medale.. o turystyce jest również, acz maleńko. Z innych ciekawostyj na dachu budynku jest taras widokowy (a ja byyyyłam), a w ogrodzie, specjalnie dla fanów artyzmu, rzeźby. O tak, jedną pamiętam, był to pan dosyć .. zdrowy. Lecz nie umieszczę tu jego wizerunku, bo, przepraszam... BARDZO, ale jestem przyzwoitą osobą.

Drugie, co powiem, to Żoliborz Oficerski.

Muszę o nim powiedzieć, w końcu znalazłam miejsce, które mogłoby być godne mojego szanownego zamieszkania tam. Nie tylko dlatego, że właśnie o tym, tym exactly zielonym Żoliborzu śpiewało sto lat temu T.Love. Nie dlatego też tylko, że osiedle to, oficerskie aż po ostatnią witkę, cieszyło się zakwaterowaniem takich celebrytów jak gen. Józef Haller, płk Stefan "Grot" Rowecki, gen. Mariusz Zaruski, ks. Jerzy Popiełuszko... bo możnaby wcale nie wiedzieć o nich, ani o żadnej historii tego miejsca, a i tak chce się tam mieszkać. Patrzcie tylko:



1922-1925
Antoni Aleksander Jawornicki i Kazimierz Tołłoczko


Oto jest ci Plac Słoneczny. Nie wiem jak opisać stan mojego zakochania się w tym placu. I to nie tak, że każde miejsce świata mi się podoba. A nie, podoba mi się każde, ale nie każde kocham tak, jak Plac Słoneczny. Plac Słoneczny miał być zegarem słonecznym, na środku miała być wysoka topola rzucająca światło na jeden z 12-u domów. Domów może i jest 12, lecz.. cały misterny plan.. nie powiódł. Rozłożysty klon nie wydala z pokazywaniem godziny, bo nie jest smukłą, strzelistą topolą.   

No tak.. ja tu gadu gadu o bzdurach i zakochaniu, a przecie miałoby być o Żoliborzu Oficerskim. Jeśli chodzi o Żoliborz w ogóle, to chodzi o lata 20 XX wieku. Wtedy to wybuchł szał na tworzenie miast-ogrodów. Ludzie mieli mieć piękne, zdrowe domy, wielkie ogródki i squary integracyjne i szanować ojczyznę za te piękne cuda urbanistyczne. Podobnie myślano przy tworzeniu kolonii wsm. Różnica jest taka, że kolonie wsm to kolonie wsm, a Żoliborz Oficerski to dzielnica willowa. Nie byle jakie te wille, wszak nie nazwiesz byle jaką szlacheckiej architektury dworkowej, proszę ja ciebie. Kolumienka, dachóweczka, attyczek... żadne przelewki. Kto zatem mógł tam mieszkać, jak nie oficerowie? Ogrody były wielkie, zredukowali je potem, tworząc nowe ulice: Munka, Jakiela i Szaniawskiego. Do dzisiaj jednak niezmienione zostały nazwy ulic na Żoliborzu Oficerskim, iście wojskowe i męskie: ul. Bitna, Śmiała, Czujna. 

Dodam jeszcze nazwiska głównych architektów tego przedsięwzięcia:

Kazimierz Tołłoczko

Romuald Gutt

Rudolf Świerczyński

Tadeusz Tołwiński

Spacerując po Żoliborzu Oficerskich czeka nas wiele innych niespodzianek, o których opowiem jednak kiedyś z dopiera, bo kolos, KOLOS! BOŻE! KOLOS! 

poniedziałek, 1 listopada 2010

Cytadela


Skon się wzięła
Cytadela?
ni to pluje
ni to strzela


Wszystko zaczęło się pięknego słonecznego dnia, gdyśmy to z kamratkami Magdą Es oraz menem załatwiały praktyki w zacnej Szkole LO im. J. Lelewela na drugim końcu świata na ulicy Kiwerskiej. A że ciepło było, nie powiem, to odbyłam potrzebną trasę na mym rumaku czerwonym, o ksywie "Rower", a ścieżka niezgorsza, Wisła z prawo jak ta lala. I jadąc, myśląc też trochę, że nic mnie już w życiu nie zdziwi, zdziwiłam się bardzo, bo widzę nagle obiekt.



Przez sto następnych lat zastanawiałam się, co to. Aż w końcu po wielu trudach i poszukiwaniach trafiłam na trop. Wzięłam do ręki mapę i zauważyłam spory obiekt koloru CZERWONEGO, co oznacza nic innego jak ... ZABYTEK! Kontynuowałam inwestygację razem z moim wspólnikiem - Karem. Namierzyliśmy obiekt na siatce logistycznej i udaliśmy się tam, nie wiedzieliśmy jednak, co może nas tam spotkać. Pod hasłem "zabytek" kryje się wiele pułapek. I do dziś zadaję sobie pytanie:

Jakeśmy tam zaszli, żeśmy tam nie zaszli?

Wszak nie było nas tam. Tak blisko, a tak daleko. Nie jest jednak rzecz w tym, że wpadliśmy w wir randkowych poczynań, jeno ukazał nam się przed oczami obiekt zamknięty, wojskowy. Powiedziałam wtedy głośno, co myślałam, czego teraz nie powiem, bo wstyd i zapomniałam na kilka księżycy o sprawie. Uległaby ona przedawnieniu i nikt nigdy nie dowiedziałby się już o Cytadeli, gdyby nie boski kurs, który przyniósł mnie wprost na łono Cytadeli. Z drugiej strony trzeba tam wbijać, no i proste.



Okazało się być pięknie. Lubię to, bo zwykłam bywać w ładnych miejscach. Obiektów moc w obiekcie tym...

Cytadela sama ona to twierdza niegdyś rosyjska, wybudowana na nas za karę po klęsce powstania listopadowego. Tak się nas bali. Miała sprowadzać nas na dobre, rosyjskie tory. Było to też miejsce więzienia śledczego i miejsce straceń rewolucjonistów, takich jak:

- Romuald Traugutt
- Stefan Kunicki
- Piotr Bardowski i innych też.

Po odzyskaniu niepodległości Cytadela trafiła w ręce Wojska Polskiego, pewna część obiektu jest zamknięta dla zwykłych śmiertelników, inna trochę otwarta, jest muzeum,
tu cośtam, inna część to jest park i w ogóle.. aż przypomina mi się zadanie na przyrodę sprzed 10 lat: przygotować makietę "jak zagospodarowałbyś hałdę?".

Ale mówienie o tym, co jest teraz jest nudne, więc porozmawiajmy o przeszłości, tą przypomina wiele miejsc w okolicach Cytadeli. Przede wszystkim Brama Straceń. Znajduje się w centralnej części muru od strony Wisły. Ma bardzo patetyczny charakter. Tam są właśnie tablice z nazwiskami straconych, też więzionych w murach Cytadeli, symboliczny cmentarz, a nawet pozostałości po szubienicy.


Tym smutnym akcentem przejdźmy do Parku Fosa po drugiej stronie. Tam dopiero czeka człowieka niespodzianka - Akwedukt. A były trzy, odprowadzały wszystko co niepotrzebne z twierdzy. Na pytanie do przewodnika "A dlaczego po prostu nie spuszczali ścieków do Wisły?" należy z miną pokerzysty odpowiedzieć: "Sam się nad tym zastanawiałem".

Park to w ogóle nieźle wygląda. Czerwona cegła zachwycała mnie od zarania, a tam jest jest jej w trzy i trochę. Ja, wielki znawca militariów, teraz wypowiem się o kaponierach i murze Carnota:

Występują tam.

Mauzoleum tzw. trzech czerwonych terrorystów to inna rzecz, o której chcę jeszcze powiedzieć o pół zdania więcej, niż ustawa
przewiduje. Trzej czerwoni terroryści to panowie Rutkowski, Kniewski i Hibner, krótko mówiąc bohaterowie komuny. Mieli w tym miejscu swój pomnik, lecz w momencie, gdy oficjalnie stali się antybohaterami, pozbyto się wszelkich opisów obiektu. I jak ktoś nie wie, to nie wie.

Są też inne ciekawe rzeczy, tablica upamiętniająca desant żoliborski, to co pozostało z rzeki Drny i miejska siłownia na dworze. Piaskownica jakaś też się znajdzie.

Gdy z kursem zaszłam tam w dzień słoneczny, jak i równocześnie w sobotę, nie było miejsca, gdzie by się kto nie fotografował. Och! Jak żałowałam, że.. a właśnie, zdanie "Szkoda, że nie mam aparatu" jest zdaniem najczęściej wypowiadanym przez fotografów.

Miejsce wielce urokliwe. Zresztą jak cały Żoliborz. O Żoliborzu jeszcze będzie, w końcu chcę tam mieszkać, zaraz obok domu gen. Hallera, albo Jerzego Popiełuszki.. jeszcze się nie zdecydowałam.