piątek, 29 października 2010

Zaczynamy ogarnianie!! A raczej ogarniamy zaczynanie...

SIEMA! Nie zacznę od "witam", gdyż nie pozwalają na studiach moich wszelkiej niepoprawności językowej. "Jeśliś błędny, wartyś znikom".. powiedział .. dobra, kłamię, nikt tak nie powiedział. Chciałam zacząć, choróbka, atrakcyjnie, tak wypada z okazji pierwszego posta. Jeszcze raz spróbuje człowiek.

WITAM WSZYSTKICH BARDZO SERDECZNIE
(a jednak witam, lecz prosto z serca, czy głos serca jest niepoprawny... ?) Powitawszy na mym blogu, gratuluję dotarcia tu. Czeka Cię niezapomniana przygoda i wir akcji, w którym zatracisz się. Razem... (patos i głowa w górze) .. pokonamy tego wielkiego, szarego, zniszczonego, pustego potwora, jakim jest Warszawa i sprawimy, że będzie nam bytem bliższym niż pępek.
I kolorowszym niż kolor.
I piękniejszym niż ja.

teraz uwaga. To ja:

Od Kołobrzeg, Warszawa 2005


.. z kamratami pochodzącymi z rodziny. Kto wiedział wtem, co będzie teraz, czyli Warszawa w całej swojej okazałości i to, co dzieje się w niej (nie wspomnę nawet), lub w okolicach jej bliższych lub dalszych (podpowiem może: Radom)? Działo się to zdjęcie w roku 2005, to jest w zamierzchłych czasach. Polubiłam wtedy to miasto, nie powiem, najbardziej polubiłam Arkadię i Sphinxa. I Różaną. Boże, co to było za miejsce, do dziś ze łzą w oku wspominam niniejsze mieszkanie weń.

Z cyklu "krótka historia MOJEGO życia" kierunek studiów, w którym zakochałam się (rzecz jasna, nie wiedząc, co na nich mnie czeka) był tylko w Warszawie, na Uniwersytecie ludzi mądrych, ładnych, czyt. Warszawskim. Od tamtej pory Warszawa wydaje mi się .. spoko (poza przerwami, kiedy myślę, że jest beznadziejna). Zaprzeczyć jednak nie można, że robi wrażenie, a robiąc wrażenie, niezaprzeczalnie robi się wrażenie. Przewodnik miejski też robi wrażenie. Nie można być Warszawą, ale można być przewodnikiem.

NIE MÓWIĘ, ŻE BĘDĘ!! c'nie? Staram się jeno na razie, proszę bez kolejek jeszcze (chyba, że z zaliczką). Poczyniłam zacnie zacny pierwszy krok ku celu, jestem na kursie oł je! Byłam 3 razy tylko, ale wiem już, że kurs przewodnicki nie jest to przykra instytucja. Miły jest to czas, powiem wręcz serdecznie. I rozpala w człowieku iskrę motywacji, a zdarzyło mi się to tylko raz, gdy zobaczywszy film z Antonio Banderasem, postanowiłam nauczyć się hiszpańskiego. A zatem motywacji nie brak, gdyby tylko to wystarczyło, żeby wszystko umieć...

Ale dzielnie podejdę do przeczytania... czegoś.. kiedyś. Egzamin za pół roku, kilka stron zdążę zrobić, myślę.

Blog niniejszy ma cel. Tylko nie wiem jaki. Nie będzie to streszczenie kursu, ani chwalenie się czego się nauczyłam. Nie będzie też użalaniem się na tym, czego nie umiem jeszcze, albo odliczaniem, za ile egzamin. Będzie on wszystkim, tylko nie tym właśnie, z tym ograniczeniem, że tylko i wyłącznie na temat Warszawy, ot co!

Choć czasem się zdarzy wspomnieć, co było na kursie, albo poużalać się.. na przykład teraz.. ŁEEEEE... NIE UUUUUMIEM!!!!

właśnie nie umiem jeszcze niczego, oprócz tego, kim jest Skubaniuśki. A najbardziej i najszerzej to nie umiem o Żoliborzu, na którym była pierwsza wycieczka kursowa, a już tym bardziej nie umiem historii Warszawy, która może zdarzyć się w ciągu 3 godzin w zeszłą środę o 18. Ale już siadam i działam (niedługo) i wtedy zapełnię luki. Na razie czytam Ciumków. I oglądam "Tap madl", choć czasem przeszkadzają mi w tym mądrym i konstruktywnym zajęciu jakieś, phi, tłumaczenia.

to lecę działać, a tu kilka moich Warszaw na pożegnanie i znalazłam też przestary mój twór na temat Skubaniuśkiego, tj. http://znamznam.blogspot.com/2009/03/opowiedziec-wam-jak-skubaniuski-jest.html:

Od Warszawa


Od Warszawa


Od Warszawa


Od 2009_10_17 rodzice w warszawie


Od Warszawa


Od Warszawa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz